Not logged in. · Lost password · Register
Forum: Play By Forum / Twórczość własna Twórczość własna RSS
Poranna opowiastka
Avatar
Aayren ili Essen #1
Member since Jul 2007 · 1575 posts · Location: Kraina Niebieskich Migdałów / Lublin
Group memberships: Animatorzy, Strażnicy, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Subject: Poranna opowiastka
Otworzyłem oko. Jak co rano, od wielu już lat, powieka, utrzymywana przez mieszankę przerażenia i niezdrowej ciekawości pozwoliła mi na ustalenie gdzie jestem i co się ze mną dzieje. „Wciąż tu jesteś...” mruknąłem pozwalając by me wargi ułożyły się na co w rodzaju uśmiechu. Wciąż tu była, od zawsze mnie to dziwiło. Przychodziła nieproszona, całowała mnie w powieki i pozwalała bym powiedział jej o wszystkim. Sama nie mówiła prawie nic, czasem tylko nuciła jakąś studencką piosenkę, lub po cichu, niby ukradkiem dzieliła się ze mną jakąś nowością. Ktoś kto lubuje się w samotności na pewno zna takie jak ona... może zna nawet ją? W końcu nie tylko do mnie przychodzi... „No i dlaczego kurwa, zawsze kończy się to tak samo?” rzuciłem rozgoryczony, a nim ciężar upadku mej myśli rozległ się poza granicami mej czaszki, stwierdziłem, że ona odchodzi. Jak zwykle. Nie było jej już przy szafie, a pościel z której zeszła świeciła już tylko czymś, kto ktoś odważny nazwałby bielą. Skrawek jej, czy to nogi czy sukni widziałem jeszcze przy biurku, lecz po chwili i to rozpłynęło się czy zniknęło, prześlizgując się przez szparę w rozszczelnionym oknie...
 Mieszkam na 6 piętrze, a to nie pomaga. On zawsze przychodzi kilka minut wcześniej, a przecież każdy wie, że ona nigdy nie spojrzy mu w oczy. Z czego się w sumie dziwić? Przychodzi zawsze, i zawsze nie mam ochoty by przychodził. Były czasy, że mnie zwodził i obiecywał, ale teraz już wiem, że to nie on decyduje. On ma tylko przyjść, i jak zawsze zawiesić się gdzieś między spodniami, a niedbale rzuconymi skarpetkami, wpatrując się we mnie tym swoim nieprzezwyciężonym spojrzeniem. Rozumiem ją, że nie umie wytrzymać tego jego spojrzenia. Sam zwykle próbuje nakryć się czy zasłonić, wtulając się we wszystko czego mogą dosięgnąć moje ramiona, ale to bezcelowe. On siedzi i patrzy, wydając pomruki przebudzonego zwierza, a ja wiem, że im bardziej udaje że go nie ma, tym bardziej on jest. I pali. Pali mnie te jego spojrzenie. W końcu się poddaję. „Taaa” wzdycham patrząc pod nogi, i unikając jak mogę jego spojrzenia, schylam się po skarpetki. Skubane. Miałyby szansę w mam talent, mistrzynie jebanego blefu. Ale ja nie dam się zwieść, zwijam je i wrzucam do reszty brudnych rzeczy. „Bardzo śmieszne” syczę, gdy z uśmiechem omiata wzrokiem bajzel który wczoraj po sobie zostawiłem. W sumie ironię to on zna. Zawsze pomaga dostrzec konwenanse. I wciąż się na mnie gapi. Dosyć tego stwierdzam, chwytam za ręcznik i otwieram drzwi, nie pozwalając by za mną szedł. Skubany jest już przede mną. Widać znów omiótł segment gdy tak unikałem jego spojrzenia.
 „Tutaj nie wejdziesz” stwierdzam, i z satysfakcją widzę jak magicznie zaplatał się w zasłonkę. Poczeka. Ja zaś się rozbieram. Czas by rozbudził mnie ktoś sprawny. Po chwili czuję jak plącze się w moich włosach, jak afrodyta wynurza się z kipieli, i... boże... nikt nigdy tak dobrze nie dotknie mojej szyi. Jak u mamy rzekłbym, gdy już cała mnie opatula. Co tam Szeherezada, ta zdolniacha co ranek robi to samo, i co ranek jestem jej piekielnie wdzięczny. Czuje ją na sobie, jest wszędzie, i do cholery jeśli nie jest mi dobrze! Proszę, a ona staje się gorętsza, parzy, ale daje przyjemność... Jeszcze chwila... „I dość tego zdziro!” - jedno zdanie, i robi się lodowata. Ciśnie szyję, wbija sztylety pod żebra i wydłubuje oczy. Taką ją potrzebowałem. Jak zawsze już, dzięki niej zapominam co stało się w łóżku. Wykorzystaną odwołuję ją bez skrupułów, sam zaś czuję się już na siłach. Na siłach by powiedzieć mu co o nim myślę.
 „Jebany skurwysynu, jak dobrze Cię znów widzieć!” mówię, a on się tylko uśmiecha. Niewinnie i jakoś tak mniej boleśnie. W sumie już teraz sam się do niego uśmiecham. W końcu on nie decyduje. On ma mnie tylko postawić na nogi. Wskaże mi pole pik, oraz oraz pole róż...
 Ale koniec końców... czy gdyby nie zranił mnie dzień, chciałbym znów wpaść w objęcia nocy? I czy gdyby nie objęcia nocy, znów chciałbym zobaczyć dzień? Zakręcam kran pod prysznicem. Woda mnie obudziła. O czym to ja?...
[Image: http://stat.rumandmonkey.com/tests/1/6/5261/20802.jpg]
Close Smaller – Larger + Reply to this post:
Verification code: VeriCode Please enter the word from the image into the text field below. (Type the letters only, lower case is okay.)
Smileys: :-) ;-) :-D :-p :blush: :cool: :rolleyes: :huh: :-/ <_< :-( :'( :#: :scared: 8-( :nuts: :-O
Special characters:
Go to forum
This board is powered by the Unclassified NewsBoard software, 20120620-dev, © 2003-2011 by Yves Goergen
Page created in 108.6 ms (53.9 ms) · 38 database queries in 4.4 ms
Current time: 2020-10-31, 07:48:07 (UTC +01:00)