Not logged in. · Lost password · Register
Forum: Play By Forum / Twórczość własna Twórczość własna RSS
Merowe coś skrobnął
Avatar
merowe #1
User title: Smutny
Member since Jan 2007 · 2171 posts · Location: Zamość
Group memberships: Strażnicy, Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
Subject: Merowe coś skrobnął
Pamiętacie jak pisałem "w oł jee..." że załapałem się do gazetki studenckiej? To coś to pierwsze moje dzieło które tam się pokaże dlatego wszelkie poprawki sugestie oceny i krytyka mile widziane. dialogi moga być troche sztuczne ale czasem mi brakowało słów i pomysłów aby je lepiej napisać, mam nadzieje że nie wyszły mi one banalne jak w Klanie :)


Maciej ”Smutny” Jurkiewicz
Słodka Zemsta

I
-Doric!!! Wstawaj Doric!!! – otworzyła oczy i pierwsze, co ujrzała to spanikowana twarz matki – Wstawaj!!! Ubieraj się!!! Ludzie Fergusa napadli na naszą wioskę!!! Musimy Uciekać!!!
    W mgnieniu oka była na nogach, drugie mgnienie wystarczyło, aby zarzucić na siebie jakieś ubranie. Wybiegła z chaty i wpadła prosto w ręce jakiegoś mężczyzny.
- Mam cię złotko! Już mi nie uciekniesz!
    Bez zastanowienia ugryzła napastnika w rękę, którą ją trzymał i pobiegła w stronę lasu. Za sobą usłyszała tylko głośny jęk bólu, przekleństwa rzucane przez ugryzionego oraz krzyk goniącego ją innego marudera. Nie była w stanie zrozumieć, co krzyczą, myślała tylko o ucieczce. Na szczęście była bardzo szybka, często dorośli mieli problem z dogonieniem jej, mimo że miała tylko 13 lat.
    Wpadła między drzewa. Odwróciła się na chwilę i stwierdziła, że goniący ją mężczyzna zaniechał pościgu. Nie uciekała już dalej, tylko przykucnęła w krzakach i obserwowała to, co się dzieje w wiosce. Nie był to szczególnie przyjemny widok dla trzynastolatki. Mężczyzn wyciągano w domostw i mordowano, podobnie robiono z kobietami, z tą różnicą, że te przed poderżnięciem gardła gwałcono. Gdy już w którymś domu nie było nikogo do zabicia to podpalali je. Nie oszczędzili nawet jej matki. Gdyby ojciec tutaj był nie pozwoliłby na to, ale on zginą broniąc ludzi przed demonami z portali. Buzowała w niej nienawiść, że aż chciało jej się krzyczeć, ale wiedziała, że nie może. Nie może, aby żyć, żyć, aby się zemścić. Na szczęście matka przed śmiercią dała jej potrzebną wiedzę, bo znała imię osoby, która była za to odpowiedzialna.
    Siedziała tak dłuższą chwilę w krzakach, gdy nagle poczuła, że czyjaś ręka ściska ją, uniemożliwiając jej ruch. Krzyknęłaby gdyby nie to, że druga ręka kneblowała jej usta. Próbowała się wyrwać i gryźć, ale na niewiele się to zdało. Usłyszała tylko męski głos:
-Uspokój się to będziesz żyć.
    Zrobiła to, co mówił, bo liczyła się dla niej tylko zemsta.
- A teraz cię puszczę jak obiecasz, że będziesz grzeczna i pójdziesz ze mną. Nie jestem z nimi, chce ci pomóc.
    Kiwnęła lekko głową potwierdzając obietnicę i niemal od razu poczuła jak mężczyzna zwalnia ucisk.
- Chodź. Ne bój się, nic ci nie zrobię- Posłusznie poszła za mężczyzną.
    Idąc zdążyła mu się przyjrzeć. Miał niewiele więcej jak 20 wiosen. Był wysoki i miał długie brązowe włosy opadające na ramiona. Charakterystyczny krok oraz wytarcia na jego skórzanym ubraniu świadczyły, że często nosił pancerz. Ojciec, zanim rok temu udał się z królem pod portale, starał się jej wpoić znajomość broni, tylko tego mógł jej nauczyć. Dzięki temu, co zdążył jej przekazać wiedziała, że miecz, który ma przy boku nieznajomy, zrobili elfi mistrzowie.
    Przeszli może ze 200 stóp, gdy skończył się las. Wyszli na polanę, pierwsze co zobaczyła to 2 osoby siedzące przy zagaszonym ognisku. Obok nich pasły się konie. Jedna z tych osób była niska, krępa i miała brodę sięgającą do pasa i zajmowała się ostrzeniem pokaźnego topora. Krasnolud. Ojciec ostrzegał ją przed nimi, są bardzo nerwowi, a jak się już zdenerwują to lepiej uciekać od nich jak najdalej, bo w walce niewielu im dorównuje. Drugą postacią był szczupły mężczyzna odziany w długą czarna szatę, na którą nałożony miał napierśnik. Gdy podeszła bliżej zobaczyła szpiczaste uszy i piękną, acz poważną twarz. Elf! Najprawdziwszy ELF! Zawsze marzyła, aby zobaczyć jednego z tej zacnej rasy. Szata i leżący obok żelazny kij powiedziały jej o nim wszystko. Mag. Bardzo bała się magii i chciała uciekać, ale podświadomie czuła, że może ufać mężczyźnie, który ją prowadził.
    Zbliżyli się znacznie do ogniska, gdy krasnolud spytał.
-Co tam się stało Corganie? Z czego ten dym?- „A więc mężczyzna, który ją prowadził, miał na imię Corgan” pomyślała i od razu zapamiętała jego imię.
- Ludzie Fergusa z nim na czele napadli i spalili jakąś wioskę-odpowiedział- najprawdopodobniej była to wioska szlachcica Sagatusa. Wycięli w pień prawie wszystkich jej mieszkańców.
- Jak prawie?- usłyszała kojąc głos elfa- Kto przeżył? Kogo tam ze sobą przyprowadziłeś?
- Udało jej się uciec do lasu. No już mała, nie wstydź się, oni są ze mną i też nic ci nie zrobią. Wyłaź zza moich pleców.

II
-Małe, rude i piegowate, typowe ludzkie dziecko- powiedział krasnolud odkładając topór i poprawiając brodę- dziwne, że takie chuchro uciekło przed pieprzonymi maruderami.
-Powiedz coś- powiedział Corgan- Jak masz na imię? Ile masz lat? Kto jest twoim feudalnym panem?
-D…D…Donic- wyjąkała- Mam t… trzynaście la… lat. N…nie wiem kto j…jest m…moim panem. J…jeść.
-Łap- elf rzucił w kierunku Doric spory kawałek chleba, który złapała bez najmniejszego problemu i który niemal cały wpakowała sobie do ust- i nie bój się już. Nic ci nie zrobimy. Jestem czarodziej Yarden, ten tutaj krasnoludki woj to Merowen Argray, a naszego kolegę rycerza imieniem Corgan zdążyłaś już poznać. Jesteśmy tylko wędrowcami szukającymi przygód…
-Mogę z wami ich poszukać?- powiedziała po czym udała zawstydzenie, że niby przypadkiem jej się to wyrwało.
-Że jak?- powiedział zaskoczony krasnolud- Niepotrzebna nam jeszcze jednej mordy do wykarmienia.
-Uspokój się mości krasnoludzie- odparł elf- trzeba się naradzić, co z nią zrobi, bo sama w tym lesie długo nie pożyje- po tych słowach wstąpiły w nią nowe nadzieje, ale dalej udawała speszoną, nie miała gdzie iść i co ze sobą zrobić, więc liczyła, że załapie się do tej dziwnej kompani, o ile można to tak nazwać.
„Ojciec kiedyś mi mówił – myślała- że elfy i krasnoludy nie przepadają za ludźmi, a siebie nawzajem wręcz nienawidzą. Jakim cudem tych trzech wędrowców podróżuje razem? Czego nie walczą ze sobą, ale o dziwo się przyjaźnią? Kiedyś ich o to spytam, teraz najważniejsze jest to abym z nimi została, może nauczą mnie władać bronią i pomogą się zemścić”
-Siadaj rudzielcu- usłyszała zza pleców głos Corgana, zrobiła posłusznie to, co kazał rycerz, który później powiedział- Odwieźmy ją do najbliższego miasta, niech tam się uczy żyć. Zostawimy jej srebrnika albo dwa i pojedziemy w swoją stronę. Jak będzie miała szczęście to może ją ktoś przygarnie.
    Yarden już otworzył usta by coś powiedzieć, ale wtrącił mu się krasnolud
-Wiem co powiesz elficzku, ale nie strzęp swojego cudnego jęzora. Jesteś przegłosowany. Jedziemy do Utreed. Tam sobie poradzi.
-I skończ jako tania dziwka w rynsztoku? Nie lepiej będzie zaopiekować się nią przynajmniej przez jakiś czas? Nauczymy jej czegoś to i później jak już od nas odejdzie jej się to przyda.
-Ale za co ją wykarmimy? Nam trzem ledwo starcza na chleb a co mówić o wypiciu piwa czy dziewce? Czego ją chcesz nauczyć? Magii? Z twarzy widać, że za głupia! Miecza albo topora? Za słaba! Zdechnie po jednym czy dwu treningach z wyczerpania. To będzie tylko balast.
    Między elfem i krasnoludem rozgorzała zażarta dyskusje, która momentami przeradzała się w kłótnię. Doric przysłuchiwała się chwilę, po czym spojrzała na Corgana. Ten przyłożył palec do ust i pokazał jej gestem ręki, aby poszła za nim. Podeszli do koni, z juków jednego z nich Corgan wyjął miecz. Rapier, którego używał do treningów. Odeszli od koni by ich nie przestraszyć, po czym dał jej rapier i spytał:
-Wiesz co to jest?- odpowiedziała mu kiwnięciem głowy, że wie- Miałaś kiedyś w ręku jakikolwiek miecz? Uczył cię ktoś fechtunku?
Kolejne kiwnięcie głową.
-Miałam miecz w ręku, mój ojciec był żołnierzem, ale jak chciałam, aby mnie nauczył to mówił, że jestem za mała na to i, że mogę się pokaleczyć.
Corgan wziął kawałek patyka do ręki i powiedział
-No to zobaczymy, na co cię stać. Zaatakuj mnie.
Cięcie. Typowe dla kogoś, kto nie jest obeznany z mieczem, pozbawione pewności siebie i prawdziwej siły, którą mogłaby włożyć w to uderzenie. Odbił je z łatwością wyprowadzając lekki kontratak w miejsce gdzie powinno być jej kolano. Zdołał tylko zaczepić o jej stopę, gdy ta podskakiwała, aby uniknąć patyka. Lekko zdziwiony powiedział, aby zaatakowała go ponownie. Pchnęła, unik, ćwierć obrót i odruchowe cięcie na kark, kark, którego tam nie było. Powtórzyli to jeszcze kilka razy. Udawało się jej unikać, chociaż trafił ją lekko dwa razy, w bark i udo. „Podoba mi się to-myślał- nigdy nie miał okazji kogokolwiek trenować, bo sam, jako młody rycerz, byłem do niedawna trenowany.”
Kontem oka dostrzegł Yardena i Merowena przyglądającym się im. Odrzucił kij i już miał się tłumaczyć, gdy elf powiedział:
-Bez słowa udowodniłeś, że jesteśmy z Merowenem skończonymi idiotami. Zamiast spytać ją o zdanie bądź zobaczyć, na co ją stać kłóciliśmy się jak dzieci. Jest szybka, miecza też można ją nauczyć-kątem oka spojrzał na krasnoluda- i wcale nie jest na to za słaba.
-Dobra. Ale czym ją nakarmimy?- spytał wojownik-Sam wiesz, że pieniędzy na jedzenie ledwo nam wystarcza.
-To je zaróbmy, a nie się włóczymy po całym Idarionis szukając przygód, mimo, że ostatnio się niewiele dzieje na świecie. Ty masz topór, Corgan miecz, a ja magię. W Utreed jest największa arena Katharon, będziemy robili to, co najlepiej umiemy. Walczyli. I jeszcze nam za to zapłacą. Co wy na to?
Krasnolud zaklął w swoim języku i odparł.
-Dobra! Ale później nie płaczcie jak nic z tego nie wyjdzie i będziemy głodowali.
-Niech będzie- odparł rycerz.
- No i się kurwa zaczyna- podsumował krasnolud i udał się w kierunku koni.


III
    „Od tamtych wydarzeń minęły 4 lata, nie były łatwe, czasem bardzo trudne, szczególnie wtedy, kiedy chodziłam głodna. Mimo tego nie były to lata stracone. Corgan uczył mnie walczyć mieczem, Merowen, chociaż dobrym kusznikiem nie był, to pokazał mi jak bezpiecznie strzelać z kuszy, Yarden nauczył mnie czytać i pisać w języku wspólnym i elfickim oraz paru prostych inkantacji obronnych. Do umiejętności trójcy dużo mi jeszcze brakuje, ale mówili, że szybko się uczę.
    W ciągu tych 4 lat zdążyłam poznać parę ciekawych osób. Amrod Oronar. Elf miecznik, niewielu dorównuje jego szybkości w walce. Mnich Sergiej, 2 wiosny starszy ode mnie, jego umiejętności lecznicze dzisiaj się przydadzą. Elfia łuczniczka Jurge, nawet wśród łuczników nikt nie strzela tak celnie z łuku jak ona.
    Na szczęście wszyscy oni są tu dzisiaj ze mną, Amrod, Sergiej, Jurge, Merowen, Yarden i Corgan. Wszyscy tak jak ja czekają w małym lasku na drodze do Taspole. Czekają w zasadzce na Fergusa, który wraz ze swoimi ludźmi zabił moją matkę i spalił wioskę. Ma dzisiaj tedy jechać do Taspola na jakiś bal szlachciców. Taki szlachcic z tego bandyty jak trąba z świńskiej dupy, wiec zginie dzisiaj z mojej ręki zarżnięty jak świnia!”
-Zbliżają się- z zamyślenia wyrwał ją szept Jurge- są jakieś150 do 200 kroków przed nami. Przygotujcie się.
    Sprawdziła czy obie kusze są na miejscu. Były. Napięte i z nałożonymi bełtami. Miecz miała powieszony na pasie przy lewym boku. Popatrzyła na Jurge, która nałożyła strzałę na cięciwę i lekko napięła łuk. Po drugiej stronie drogi widziała Yardena, jego ręce świeciły lekkim czerwonym światłem. Inkantował zaklęcie ognistego pocisku. Obok niego był Amrod, z dobytym mieczem w ręce. Corgana, Sergieja i Merowena nie widziała, ale wiedziała gdzie są.
-Jest ich 20- Kolejny szept Jurge- Mało. Jeszcze 100 kroków.
Mogłoby być ich i 40 i tak by im to nic nie pomogło. Byli już na tyle blisko, że Doric widziała beztroskę i spokój na twarzach strażników Fergusa. On sam jechał konno i śmiał się razem dwoma innymi konnymi jadącymi po obu jego stronach. Pełne zaskoczenie.
Plan był prosty. Merowen zatrzymuje Fergusa i jego ludzi wyskakując przed nich, Corgan odcina im drogę ucieczki, Sergiej zza pleców rycerza rzuca proste zaklęcia. Po walce będzie opatrywał wszelkie rany. Doric i reszta drużyny atakują z boku.
Zaczęło się.
- To puła…- jeden z ludzi Fergusa nie zdążył dokończyć, bo bełt z kuszy Merowena przeszył mu gardło. Krasnolud odrzucił kuszę w bok, dobył topora i szarżował w kierunku kolumny. Doric też wystrzeliła, bełt utkwił między żebrami jednego z przeciwników, odłożyła kuszę i szybko wzięła kolejną. Wycelowała. Drugi bełt przeszył szyję konia, na którym jechał Fergus. Odłożyła kuszę, szybko dobyła miecza i z krzaków. Prosto pomiędzy 2 przeciwników. Obaj podnieśli miecze do ataku, za wolno. Sekundę później łapali swoje wnętrzności wypływające z porozcinanych brzuchów. Kolejny też był za wolny. Z dziecinna łatwością uniknęła pionowego uderzenia, które wymierzył w nią swoim toporem. Z uniku przeszła od razu w półobrót i atak. Jego głowę widziała ostatni raz toczącą się w krzaki.
    Rozejrzała się po okolicy. Żył jeszcze tylko Fergus. Atakował zawzięcie Corgana, ale ten bez większego trudu przyjmował wszystkie uderzenia na swoją tarczę. Ataki rycerza odbijały się od parad Fergusa. Szybko by to się nie skończyło, gdyby nie dolne uderzenie miecza Amroda w brzeszczot Fergusowego półtoraka, gdy ten wyprowadzał atak. Uderzenie tuż przy samym jelcu wybiło szlachcicowi miecz. Fergus z połamanymi nadgarstkami klęczał i skomlał o litość.
-Nie zabijajcie!!! Zapłacę ile chcecie, ale na Redemptusa, nie zabijajcie!!!
-Nam nie chodzi o twoje pieniądze sukinsynu. To jest kara za spalenie wioski w Dębowej Kniei przed czterema laty. Doric! Jest twój! Ja podobijam rannych.
Umierał długo i w wielkich męczarniach. Corgan i Amrod trzymali go, żeby nie uciekł. Poczuła w ustach słodki smak. Smak zemsty. Odpowiadał jej. Z uśmiechem na twarzy oraz tłumacząc mu a co umiera wyrwała mu język, żeby nie krzyczał. Później za to, że zgwałcono jej matkę wykastrowała go. Następne połamała mu szczękę i nos oraz wydłubała oczy. Powoli poodcinała mu stopy i dłonie, tępym nożem, żeby dłużej bolało. Zanim się wykrwawił zdążyła mu odciąć głowę.
    Gdy Fergus, a właściwie to, co z niego zostało, leżał w kałuży krwi Doric odeszła na bok i zwymiotowała. Zaczynała bać się samej siebie, bo wiedziała, że stać ją na większe okrucieństwo.

Koniec
This post was edited 3 times, last on 2009-11-14, 21:42 by merowe.
Avatar
Grygor #2
User title: stary pieprzony marudzący tetryk
Member since Jan 2007 · 2066 posts
Group memberships: Animatorzy, Graficy, Skrybowie, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
w skali 1/6 dam ci 4 z małym minusem.

PLUSY:
+ Oparte na faktach. Promocja dla Wanderera. ;)
+ Wszelkie podobieństwo do miejsc i postaci nieprzypadkowe. ;)
+ Spójna historia.
+ Opisy nawet w porządku, czuć jak buduje się pewien klimat i atmosfera, a to najważniejsze.
+ W miarę interesujące.
+ "Łapanie wnętrzności wypływających z porozcinanych brzuchów" i "Głowy toczące się w krzaki"
+ Jest logicznie i konsekwentnie.
+ Nie ma typowego happy endu.


MINUSY
- Motyw przewodni najazdu na wioskę i zemsty dziecka oklepany jak zad kobyły ;)
- Za mało przekąsu i humoru
- Zbyt podobni do siebie bohaterowie. Nie raz różnią się tylko imieniem. Nie ma za bardzo ich z czym kojarzyć.
- Gdybyś nie zasugerował, że Doric w pierwszej części miała 13 lat to był bym przekonany że ma max 9 ;d.
- Końcówka... "Nie wiem za bardzo jak to skoczyć więc wydłubiemy mu na końcu oczy, wykastrujemy, obetniemy język i stopy i powinno być okej". :D Zabrakło tylko posypywania solą i przypiekania nad ogniem. :D Jednak to nie to... z góry było wiadomo co się stanie ;).
- Są pewne pierdnięcia, które wybijają z rytmu.
Nie może, aby żyć, żyć, aby się zemścić. Na szczęście matka przed śmiercią dała jej potrzebną wiedzę, bo znała imię osoby, która była za to odpowiedzialna.
Gdybyś zastosował wielokropek zamiast "bo" była by atmosfera tajemniczości. Użyłeś słowa "bo" i psztyczek w nos, tak jak by autor pisał w pośpiechu i nie chciało mu się za bardzo opisywać sytuacji. ;)
Żebyś to poczuł lekko zobrazuje.
Dzisiejszego dnia słońce grzało do tego stopnia, rze poszedłem pływać w rzece.
Te "bo" jest tak jak te "rze" w moim zdaniu :P przez jeden wyraz całość wygląda niepoważnie ;)


Popraw kosmetykę czyli wszystko co brzmi nie naturalnie i będzie git. Możesz jeszcze pokombinować nad zakończeniem alternatywnym.

Ja bym stawiał na to, żeby im ten akt zemsty nie wyszedł a bohaterka została porządnie zdupcona  i wzięta za niewolnice. :D Okazało by się, że autor miał jednak pewien cel porywając się na taki oklepany motyw najazdu na wioskę. Łat du ju sinkin abałt? :D
[Image: http://img3.imageshack.us/img3/3530/wilczyuserbar5b.png]
This post was edited on 2009-11-16, 02:39 by Grygor.
Avatar
merowe #3
User title: Smutny
Member since Jan 2007 · 2171 posts · Location: Zamość
Group memberships: Strażnicy, Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
Quote by Grygor:
- Zbyt podobni do siebie bohaterowie. Nie raz różnią się tylko imieniem. Nie ma za bardzo ich z czym kojarzyć.
pokaż mi w którym momencie to poprawie.

Quote by Grygor:
- Za mało przekąsu i humoru
Następnym razem bardziej sie postaram :)

Quote by Grygor:
- Są pewne pierdnięcia, które wybijają z rytmu.
moje pierwsze opowiadanie a polonista nie jestem ale postaram sie uważać

zakończenie alternatywne nie jest wykluczone :) Po prawdzie planowałem to inaczej zakończyć ale póki co pomysł który miałem miał małe braki...

dzięki :)
Avatar
Grygor #4
User title: stary pieprzony marudzący tetryk
Member since Jan 2007 · 2066 posts
Group memberships: Animatorzy, Graficy, Skrybowie, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
moje pierwsze opowiadanie a polonista nie jestem ale postaram sie uważać
Nie od razu Rzym zbudowano. ;). Żebyś mnie tylko źle nie zrozumiał, jak by to było marne to bym skończył czytać w połowie i nie produkował się godzinę nad postem. Ogólnie po opowiadaniu pozytywnie do twojej twórczości podchodzę i czekam na kolejne. Jak najbardziej nadaje się do gazetki.
[Image: http://img3.imageshack.us/img3/3530/wilczyuserbar5b.png]
Close Smaller – Larger + Reply to this post:
Verification code: VeriCode Please enter the word from the image into the text field below. (Type the letters only, lower case is okay.)
Smileys: :-) ;-) :-D :-p :blush: :cool: :rolleyes: :huh: :-/ <_< :-( :'( :#: :scared: 8-( :nuts: :-O
Special characters:
Go to forum
This board is powered by the Unclassified NewsBoard software, 20120620-dev, © 2003-2011 by Yves Goergen
Page created in 243 ms (188.6 ms) · 60 database queries in 5.4 ms
Current time: 2020-10-31, 10:37:39 (UTC +01:00)