Not logged in. · Lost password · Register
Forum: Play By Forum / Twórczość własna Twórczość własna RSS
I insza różna taka tam, pół powieść
z góry uprasza się o komentarze i takie tam, na początek epilog oraz pierwszy rozdział, miłego, mam nadzieję, czytania zatem, do skomentowania ;)
Elnarot #1
Member since Sep 2008 · 380 posts · Location: Łódź
Group memberships: Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
Subject: I insza różna taka tam, pół powieść
Epilog


Jako że dość już miał siedzenia w miejscu jednym, które nie było najeżdżane przez bandy złych orków, hordy wilków, tudzież ichże watah, miałże on dość na krześle siedzenia, w izbie, na szyciu, w izdebce, na oprawianiu, w pokoju, na przyrządzaniu, w pokoiku, na smarowaniu, oraz w jadalni, na jedzeniu, postanowił wyruszyć na przygodę, pech jednak chciał, że właśnie w tym momencie jego wioskę zaatakowały złe orki, mordując jego, dając jego postaci, postaci buntownika, który z kijkiem, lagą, drewnianym sprzętem o nienaostrzonej krawędzi nawet, przeciwko silnej a zwartej grupie orków, o zielonych twarzach, czerwonych oczach i mieczach długości jego samego, pozostawiając mu jedno tylko wyjścia, z którego musiał skorzystać, stając się tym samym przepysznym obiadem, chcąc, lub nie chcąc, jednakowoż, dzięki swojej grubokościstości, swojej nieociosanej, chociażby przez wiatr, bo w domku siedział, wcinając, łasuch jeden, jakkolwiek jednak, orków jeden brat, ork, jedząc naszego legendarnego herosa udławił się jego kością, gdy zaś orki się wyniosły z pola „bitwy” bo i tak można określić garnek na palenisku, można, naprawdę, czasem, znaleziono ciało orka tak martwego, jak owy garnek, lub też owy ludź, i tu zdradza się rasa rzeczonego bohatera, herosa, który zabił jednego orka przed śmiercią.

Dał tym samym, dzięki swojej heroicznej, altruistycznej postawie, niesamowitej odwadze, i, choć boję się użyć tego słowa to go użyję, dzięki jego męskości, harcie ducha, acz tego już bez lęku określenia używam, stworzył mit herosa, człowieka odważnego, którego warto naśladować, aby być sławnym i zapamiętanym, aby o nim mówić,  aby być historycznie historycznym, aby być a nie nie być, jakkolwiek filozoficznie to brzmi, jest to bardzo proste i dość nielogiczne, choć ci, którzy w to wierzą uważają to za dość logiczne, jak będzie, pokaże ta historia, to zaś, będąc prologiem do jejże ma zachęcić czytelnika do czytania, co mam nadzieje się udało, bo historia będzie nie mniej a bardziej ciekawa o czym można się przekonać jedynie poprzez jej przeczytanie, bo opowieści o orkach, ludziach, wielkim buncie i innych takich są poczytne, nie bądźmy zatem inni i wysłuchajmy historii, o tym, jak to pewnego razu…




Rozdział 1

            Trochu lat później w miejscu tym samym, acz nadal czasy są to odległe, aczkolwiek orki już tych terenów z niewiadomych jednak przyczyn nie najeżdżały, plotki mówią o niestrawnym mięsie, lecz plotki mówią także, ich władca-król, lubi młodych chłopców, ale warto porównać wartość tychże plotek do faktu, iż król ma szesnaścioro dzieci, i to ze swoją żoną, i tu plotki nie mówią nic na temat jej zdrad, a gdzieżby! Tak więc plotki głosiły jedno, faktem był jednak fakt, iż osadka, mała z nazwy, rozwijała się, postawił się tartak, bo na skraju malowniczego lasu położona była, to i z tartactwa żyli, zatem i żyć było z czego, a i pola były, krowy nawet, biało-czarne jak i czarno-białe, a także czarno-czarne z domieszką białego, innych nie było, były pastwiska i owce były i kozy mleko dawały, i krowy mleko dawały, pszczół nie było, więc tylko mlekiem kraina płynąca, choć mawiano, błędnie, iż i mlekiem i miodem, choć miód się zdarzał w karczmie, jak stary brodacz, hejże ho brodacz, dowiózł beczułkę, do karczmy, w której, jak na złość serwowano miód, którego nie było, zatem karczmarz wiele pracy nie miał, choć i tak był zajęty cały dzień, a nikt nie wiedział co robi,

            -hej, dyci parobeku, cóżeś karczmarz robi?!

            -mi nie pytej, ja ni wiem, ja oram

            -hej, mleczarzu z mlekiem pode wąsem, co też karczmarz robi?

            -to ni mleku mopanku!

I takież to wieść wiejska szła, iż karczmarza nie ma, ani w karczmie, ni to poza nią, a może go w ogóle nie było, tego nie wiadomo, wiadomo za to insze rzeczy, takie jak położenie karczmy, jak położenie krów na pastwisku, które akurat z żywotności nie słynęły.

            Jednakowoż nie o krowach, łąkach pastwiskach i innych tym i temu podobnych prawić, chodzi mianowicie o pewnego chłopka, co żył w wiosce obok, takiej brudnej a zapadłej, z dwiema chatynkami, z jednym kominem i kozą, co mleka nie dawała, bo to był kozioł. Chłopek ten żył sobie żył, żył ze świadomością, że jego przodek, praprapra i tak parę razy, zabił orka. Nosiło owego chłopaczka, z kąta w kąt, bo i on chciał zabić orka, taki ambitny był, chciał, no nie można zabronić mu chcieć, jak to mawiał jego ojciec, przodek praprapra i tak parę razy również, z tym, że bez jednego pra. Jak to on mawiał, ojciec syna, do jego matki a swej żony bądź co bądź, jemu nie można zabronić marzyć, toteż chłopaczyna marzył, machał nawet struganym mieczem, +2 do posiadania drzazg, bo marzył, miał chłopaczek marzenia, a gdy nadarzyła się okazja, że kupiec, taki egzotyczny bardzo, nie kupiec, lecz towary kupieckie, w tej ładnej wsi był, to wieść gminna śmignęła z lotem strzały wypuszczonej tak szybko, jak wieść gminna jest w stanie jest się poruszać, to i chłopaczyna zostawił swoją kozę, mamę, tatę, którzy, niestety, chyba, nie zginęli z rąk orków, coby się chłopaczek mógł mścić, on chciał zaś się w historii jak jego praprapra zapisać, chciał orka zabić, a że tej wsi nie atakowali, bo nie atakowali,. Może się najedli tutejszym mięsem, albo bali się strat w ludziach, lub orkach, zależy jak orczy wywiad działa, czy tam inna ich odgórna inteligencja, co rozporządza atakami różnymi, w każdym razie młody chłopek zabrał się w swoją wielką życiową przygodę w stronę, w którą zamierzał się wybrać jarmarczny kupiec, czy inny taki ktoś, który potrzebował ochrony, więc z nim zabrało się kilku drabów, róznej wielkości, oraz trochu mniejszy, nasz bohater, parobek, z mieczem drewnianym drzazgi +2.

            I tak, dość powolutku się mu przygoda zaczynała, poczynając od tego, że szli, to mu wytrzymałość w nożynkach wzrastała, a i drabie draby trzymały go w pieczy, pod skrzydełkiem, bo się chłopaki miłe okazały, aż do czasu, gdy się okazało, ze uciukali kupca i zabrali mu towar, zostawiając chłopaczkowi wybór, albo idzie z nimi, albo go zostawią w lesie.

            Błąkał się parę dni, bo serduszko miał dobre, a nie chciał być rzezimieszkiem, ani rzęzi sztyletem, ani rzęzić czymkolwiek z tymi złymi, jak się końcem końców okazało, ludźmi, toteż błąkał się w lesie, już który dzień, raz mając okazję się umyć, a w insze dni raczej nie, bo w jeden tylko dzień znalazł strumny strumień, bystry, wartki, a czysty i do mycia rześki, w inne zaś, nie przestrzegając zasad higieny, o których i tak mało kiedy słyszał, będąc, bądź co bądź, zwykłym jednak parobczaninem, szukając dokładnie nie wiedząc czego, a i smutno, to trzeba dodać, mu było, bo mu się przygoda kończyła, zanim na dobre się zaczęła, ale jak to w takich momentach bywa, się pomogło i dopomogło szczęście bo tak się błąkając, niczym zguba w lesie, niczym ludek, co nie zna lasu w lesie, lub niczym pozostawiony dzieciaczek z mieczem drewnianym + 2 do drzazg w obcym miejscu, w nie jego środowisku, co więcej szczęście się uśmiechnęło, po paru dniach kuszania jagód i innych liści, mało wykwintnych.

            Otóż owy chłopaczek usłyszał krzyk, bo w takich momentach usłyszeć krzyk to dobry omen, bo coś się dzieje i kto tu jest, to tam pohasał, niczym jurna koza na łące polnej, w stronę gór, ta koza, on w stronę hałasu śmigał, bieżał, frunął, rzekłby jaki poeta, co chciałby opisać szybkość jego biegu po paru dniach bez jedzenia, z jedzeniem jagód i wszelakiego innego runa leśnego, i tak biegł, aż do źródła hałasu dobiegł, zobaczywszy obrzydliwego pająka, takiego pajęczego, dość sporego, jak na pająka, bo mimo, iż chłopaczek dość mizernego, jeszcze!, wzrostu był, to i tak, ten pajęczy pająk sięgał mu jako tako do pasa, owijając swym pajęczym odwłokiem, tymi pajęczymi niteczkami jakie owo coś, co krzykało właśnie, owijane było, jedno już było owinięte, a jedno się szarpało, trochu jak mucha.

            Cóż zatem zrobił nasz bohater? A cóż mógłby innego, widząc w sumie cztery szkarady, szarpiące się ze sobą? W długą i tyle go widzieli, jednakowoż niszy pająk, równie pajęczy, a jakże oczekiwany, jakże to oczywiste było, że będzie kolejny, zatem rzucił się pająk w stronę naszego chłopaczka, owy zaś człeczyna, mikry a chudy, w stronę wręcz przeciwną, jakkolwiek tam czyhały owe inne szkarady, w kupie liczącej cztery sztuki, jakże to więc zrobić, wspinać się począł na jakowe drzewo, co ono akurat było pod ręką, jak to z resztą w lesie bywa, że drzewo się zdarza, jednakowoż złym się to pomysłem po chwili wspinania okazało, gdyż się okazało, iż owe pajęcze pająki również potrafią się wspinać po drzewach, i to wcale nieźle. I to znacznie lepiej niż rzeczony wyżej wymieniony, gdyż on spadł z drzewa a pająk, który go gonił nie, a że go gonił a nie był goniącym, to był z tylu, właśnie tam, gdzie spadać się zdarzyło naszemu bohaterskiemu, a w tym zaś wypadku, jego wątłe ciałko okazało się jednakowoż dość ciężkie, na tyle, aby strącić pająka z drzewa, spadając zwyczajne spadł na niego, choć, zwyczajnie to złe słowo, bo zwyczajowo nie spada się z drzewa wprost na pająka będącego tuż-tuż, tym razem jednak tak się stało, co było o tyle ciekawe, o ile niespotykane, bo rzadko zdarza się komu spaść z drzewa na pająka, zwłaszcza tak fortunnie, iż aby zabić go swoim mieczykiem drewnianym +2 do drzazg.

            Krew, fluidy i inne bogate wnętrze szkaradnego paskuda radośnie wylało się tuż obok, zostawiając jednak dużo drzazg, znacznie więcej niż zazwyczaj

            -Critical hit-pomyślał sobie chłopaczek, będąc rad i zadowolony z dobrego dla niego obrotu sprawy, postanowił nawet, będąc wręcz zachwycony swoim osiągnięciem, szybko chciał wyciągnął kajecik i zakonotować pierwszego ubitego pająka, jednakowoż na swej drodze spotkał wiele przeszkód, poczynając od tego, iż nie ma kajeciku, nie ma konotatorka żadnego, coby nim pogryzadać w owym brakującym kajeciku, nie ma także datownika żadnego, ażeby i datę wpisać, a i czasu zbywa, bo nadciąga drugi pająk, trochu większy, a i wygląda, na bardziej. Bardziej tak na prawde cokolwiek, bo wszystko był bardziej od tamtego pierwszego pająka, zaś myśli, które miał nasz chłopek-parobek przelatujące jakże szybko, jakże sprawnie, a jakże boleśnie przez nienawykłą do myślenia nieociosaną głowę w myśleniu, sprawiały, iż czas reakcji był co najmniej opóźniony, na tyle, aby dystans, co ich dzielił zmniejszył się, cóż, diametralnie to dobre słowo, a plan, który uknuł był o tyle głupi, że raz mu już wyszedł, choć wtedy dumnie nie nazywało się to planem, a taktycznym odwrotem, lub paniczną ucieczką, teraz zaś było nazwane z wielka planem, czyli, co oczywiste, zaczął się wspinać na drzewo,. Na tyle, na ile mógł mały parobek pozwolić sobie na paniczne wdrapywani się po drzewie, jakkolwiek lata praktyki dziecinnego dojenia kóz, naprzemiennego z wspinaniem się na drzewa i zabawą w wojnę i inne takie chowane różne sprawy, w końcu przyniosły rezultat, bo wspinał się, po raz kolejny wolniej, acz tym razem wiedział co robi, tak się mu przynajmniej wydawało, gdyż zamiar miał taki, jak przypadkowy ostatnio był brak jego intencji, jednakże nawet miecz zdążył wyciągnąć, drzazgi+2, a spadając, wycelował w owego pajęczego przyjemniaczka, bo i tak w duchu go nazwał, dźgnął go w oko, drzazgi zaś znów zrobiły swoje, zostają cierniem w oku pająku, który spadł na ziemie, jednakże owy chłopaczek, tym razem, nie wbił miecza, drzazgi+2, bo, choć wtedy ciężko mówić o intencjach, teraz zaś one były, a nie wyszło, miał zatem chłopaczyna niszy problem, bo się chamidło rzucało, ale nikt by się nie dziwił byłby był mu,  bo miał drzazgi w oku, a że pająki, jako zwierzęta dziwne, mają patrzałek, spozieraczy, więcej niż to dekret obowiązuje, to i mimo iż mając drzazgi w oku miotał się nadal, a patrzył również nadal, wciąż, chcąc zrobić ała, kuku, wieczne dziecko w tych pająkach, a że bidulek chłopaczyna zmęczony był ciągłym po drzewach łażeniem, to i jedyne co mu pozostało to umrzeć, jednak jego ludzka natura na to się nie zgodziła, karząc mu włazić na drzewo, a że on lubił naturę, grzecznie, choć nie bez wysiłku, ani strachu, ani innych częstych w takich momentach uczuć, których nagromadziło się na tyle sporo, że aż sobie krzyknął „aaaa” choć głośniej i dłużej, jakby wołając pomocy, albo krzycząc, chcąc uwolnić nadmiar uczuć, jednakże pajęczy pająk chycił już go za jego odnóża, mając w zamiarze wstręciucha ukarać.

 

Koniec rozdziału pierwszego
Avatar
Lothinel #2
Member since Mar 2008 · 302 posts · Location: Białystok
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
rekord w długości zdań, ale jakoś ciężko mi się to czyta... ;p
Elf na długo pozostaje pod wrażeniem jakie wywołał na innych...

[Image: http://img3.imageshack.us/img3/3530/wilczyuserbar5b.png]
Należę do klanu, co nie znaczy, że zgadzam się ze wszystkimi wypowiedziami jego członków... często nawet wręcz przeciwnie.
Elnarot #3
Member since Sep 2008 · 380 posts · Location: Łódź
Group memberships: Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
aaaale to mam wrzucać ciąg dalszy czy raczej nie i kropka?:D
Avatar
Zorann (Administrator) #4
User title: Ten który czuwa
Member since Jan 2007 · 4866 posts · Location: http://www.zmm.ow.pl/mapa.jpg
Group memberships: Administratorzy, Animatorzy, Global Makers, PBF Game Master, Strażnicy, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Wrzucaj smialo... aczkolwiek nie ukrywam, ze czyta sie to straszliwie trudno.
Złowrogi Ostrzeliwujący Regularnie Aroganckich Nieprzyjaciół Narwaniec
"Samson często strugał kołki. Po pierwsze, wyjaśniał, jest to czynność w sam raz dla idioty, na jakiego wygląda. Po drugie, mawiał, struganie kołków uspokaja, wpływa korzystnie na system nerwowy i trawienny. Po trzecie, tłumaczył, rżnięcie drewna pomaga mu podczas wymuszonego przysłuchiwania się dyskusjom o polityce i religii, albowiem zapach świeżego wióra łagodzi odruchy wymiotne. "
Elnarot #5
Member since Sep 2008 · 380 posts · Location: Łódź
Group memberships: Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
mówisz? :D ale mnie pisze się przyjemnie i właśnie dość lekko, niemniej później trochu się zmienia wszystko to i może łatwiej będzie zatem zaraz wrzucam drugi rozdział :D
Elnarot #6
Member since Sep 2008 · 380 posts · Location: Łódź
Group memberships: Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
 Rozdział 2

-Moi drodzy kompanioni! Moi kamraci, bracia moi w podróży, moje przyjacioły, wy- tak zaczął swój poranny apel madży mag poranny, charakteryzujący się porannymi apelami, i jak na madżego maga nie przystało, nie miał siwej długiej brody, nie był mądry, ani inteligentny, nie był nawet madży, ale udawanie madżego maga w grupie niemadżych wojowników wychodziło mu na tyle zacnie, że uważano go za całkiem niezłego madżego maga, choć bywało, że który, co inteligentniejszy, co podejrzewał.-przemawiam dziś do was, moi drodzy kamraci, kompani moi, w podróży mi bliscy, dziś jest kolejny dzień naszej wędrownej ówki, czyli, było nie było, wędrówki, wita nasz poranne słoneczko, lekki wietrzyk południowo-zachodni, dzień zapowiada się bez opadów, acz pochmurnie. W tym samym jednak czasie, ze dwadzieścia może siedem metrów od madżego maga siedział ktoś, kto uznawał się za niejakiego herszta wyprawy, takiego samorzutnego, po tym jak herszt został ugodzony w piętę po wyjściu z namiotu i zmarł od zakażenia, a dźgnął go kamyk jakowy, czy inne plugastwo, końcem końców herszt, rosły krasnolud, barczysty, choć nieco brudny, z długą, rudą, acz w miarę czystą brodą, w której znajdowało się zaledwie parę posiłków na później, zmarł od zakażenia.

Nowym hersztem został, nieco samorzutnie, jak woda kapie z grani skalnej, tak i on został, bo tak, bo ktoś powiedział, zakrzyknął, rzucił hasłem, niechże on zostanie liderem!, a gawiedź, podróżnicy, którzy oni tam byli, cała drużyna, jak chętnie nawet o sobie mawiali, chętnie przystała na nowego herszta, bo nie oni nim zostali, a ze on został to nie byli oni, mogli zatem dalej podróżować, szukając jakowych przygód, czy innych różnych okazji do zarobku, mniej lub bardziej prawych, jednak jak na grupę podróżnych ików, czyli podróżników, jak lubili również o sobie mawiać, , podróżni icy, nie kierowali się moralnością, a sakiewką, lub częściej, workiem z pieniędzmi, słodkimi srebrnymi monetkami, złotkami, ślicznuśi słodziusi monetusi.

„Nawet nie znam niektórych imion, jakże ja mam ich prowadzić, skorom ja pisać ledwo umiem, i to własne imię, tak aby aby, cóże ja mam robić, mamy w drużynie kilku naprawdę zacnych toporników, krasnaludzkich, dobrych ludzi, którzy również mieczem walczą, a i tarcze trzymać potrafią, jest ten dziwak, co [przepowiada pogodę, a niech idzie, jest jakiś łucznik, co się zna na ziołach, i nie jest elfem, nie wiem jak nasz były herszt go znalazł, w sumie koło 30 gęb, a ja ich nie znam ni trochę” takież to myśli, ni mniej ni więcej przelatywały przez myśl młodemu hersztowi, w którego nikt nie wierzył. Jednak jego ambicja, marna bo marna, nikła bo nikła, acz jednakowoż ona kazała mu wstać, właśnie teraz w tym momencie, zakrzyknąć do swych współbraci, współtowarzyszy, „ej! Współbracia! Podejdzie!” toteż podeszli, z lekka zdziwienie, prawie trzydzieści osób.,choć osób to złe słowo, bo i osoby tam były, i nieosoby, bo i krasnoludy, a te za osoby być nie lubiły brane, bo to potężne krasnoludy a nie maczki, ludziki, osoby, mizeroty, chucherka, takie jakie takie, ważą tyle, co rozsądny topór, ale są przydatne, czasem, to i śmigają razem. Ludzie i krasnoludy, połączone pod jednym sztandarem, w misji podróżniczo-odkrywczej, choć bardziej zarobkowej, lecz o tym tylko szeptano, bo nie lubi się ludzi chciwych, a oni nie chcieli być chciwych, bo nie lubi się krasnoludów chciwych. Utajnione zatem cele były misji, choć i tak na wskroś jasne klarowne i przejrzyste.

Cóż więc innego można dodać, iż to, iż szli, wolno, bo którzy niektórzy mieli krótsze nogi od innych, a niektórzy mieli madże szaty, które również przeszkadzają antychodzenią były zacną,ze względu na madżość, która w tym wypadku oznaczała powłóczystość, długość i podnogiwpadliwość, choć druidzi druid z madżą swą szatą problemu nie miał, może dlatego, że zielona była? Ale nie-e, bo co to ma wspólnego z długością? Nie ważne, szli.

Czasem spali po kątach, czasem w stogu siania, czasem nie spali, jak herszt zarządził, coby iść, po miasto, czy inna wieś ze stogiem siana stajań kilka od miejsca ich aktualnych śladów stóp, takoż generalnie szli, szukając czegoś mniej lub bardziej ciekawego do zrobienia, jakowegoś zadania dla trzydziestu mniej lub więcej, ludzi, do spółki z krasnoludami, razem koło sześćdziesięciu silnych, męskich, brudnych rąk, ino nie było co robić, a skoro nie ma co robić, ni to sławy, ni to chwały nie przybędzie, a bez chwały to i do panteonu chwał się nie wstąpi, ani do innych różnych takich, co na wieczną chwałę zasługują, a oni, cała wielka zgraja, mając na swoim koncie zaledwie ze dwie sarny czy insze dziki, na chwałę zasłużyć ni to ni mogła, ni to nawet pretendować nie zamierzali, boby ich wyśmiali, znacznie, a szyderczo.

Wtedy też, aby było jak najbardziej dramatycznie, gdy szukaniem przygód równo raczej leżnikowo, byli już zmęczeni, ciągłym na zachód od miasta matczynego przesuwaniem, czyli, mówiąc krótko, iściem w lewo, w jednej z karczm nowo obrany herszt usłyszał o przygotowaniach do wojny z elfickimi elfami, jakże dogodnym miejscem do wykazania się w boju, w walce, tudzież w szrankach, czasem w potyczkach, w każdym razie opcja ta, możliwość, bardzo, ale to bardzo do gustów, trochę niewybrednych, przypadła naszym dzielnym wojakom, którzy, jak do tej pory zabijali zwierzątka leśne, przypadło. Nic więc zatem dziwnego, iż radośnie pomaszerowali na południe, do lasów, w których elfie elfy można spotkać, zatem tym chętniej szli, gdyż o wielkiej nieprzyjaźni łączącej elfy i krasnoludy, ksiąg już wiele zapisanych, tomów już wiele zaksięgowano, zapisano, zakonotowano, nie ma zatem wspominać sensu o tejże przyjaźni, ani o radosnych uśmiechach krasnoludów, którzy radośnie pogwizdywali radosne piosenki w radosnym rytmie w rytm radosnych kroków, nie wykazując nawet po dobrych kilku dniach wędrówki jakowegoś zmęczenia, oznak sterania, czy czego takiego, nic z tych rzeczy, krasnoludy szły w zaparte, twardo stąpając nogi, ludzie, chcąc dotrzymać im kroku, męczyli się aż za bardzo, zdarzały się zatem wypadki, iż krasnolud jakiś, co z ludziem przywiązany był jakoś bardziej niż mniej, brał go z całym rynsztunkiem przez ramię, idąc dalej, nie zwalniając tempa marszu ani o ociupinkę, zaś zgodnie z tym, co się herszt dowiedział w „tej” karczmie, w „tym” mieście, muszą iść cały czas na południe, lecz gdy zobaczą skraje lasów, które widoczne były na tle przepastnych równin dość bardzo, zwłaszcza z jakichś wzniesień, których było tu sporo, jak na terenie delikatnie zaledwie pofałdowanym, zobaczyć zatem l;as nie było problemu, gdy zaś ten punkt wędrówki odhaczony mieli mieli pójść na południowy wschód, do miasta leżącego na skraju lasu, który będzie głównym punktem walki z elfami, gdyż, będąc miastem położonym najbliżej lasu, jest najbardziej na ataki narażone, a i elfy wydawały się być tymże miastem zainteresowane, gdyż drwale mówili o wypadkach śmiertelnych, a mówili tak, gdyż strzała wbita w oko drwala rosłego jak drzewo które ścina sam, jest wypadkiem śmiertelnym.

Doszli dość szybko, jak na kilka dni drogi zmęczenie dawało się we znaki zaledwie kilku ludziom, którzy postanowili dojść o własnych nogach, co w praktyce oznaczało, że byli najmniej noszeni, niemniej, krasoludowie byli jak najbardziej radzi, iż już doszli, nie narzekali nawet na dodatkowy ciężar, szli szparko, szybko, żwawo, chcąc tylko odciąć parę szpiczastouchych łbów. Miasto, a w zasadzie warownia, była kiedyś miasteczkiem drwali, co wynikało, co oczywiste, z bliskiego położenia lasu, a także rzeki, którą kłody łatwo spławiać można było, co również oczywiste, do miasta, takoż miasteczko drwali istniało sobie, całkiem przyjemnie, przez pokolenia, a drwale nie mieli problemów z elfami, choć tym drugim średnio bo średnio odpowiadał fakt wycinania lasu, jednak przez wzgląd na swą spokojną naturę, jak i samą naturę jak również na umiłowanie pokoju, nie chciały rozpoczynać wojny, acz drzew pasterze, których również w tej wojnie nie zabraknie, zdecydowanie sprzeciwiły się lasu karczowaniu, elfy postanowiły interweniować, co stało się zarzewiem wojny przeciwko elfom, a siłom połączonym ludzi i krasnoludów, sama zaś wojna została przewidziana zarówno przez magów, jak i mędrców, a także strategów miast północy, takoż miasteczko drwali z czasem stało się znakomitą, choć drewnianą, warownią, mogącą pomieścić kilkuset wojowników, a tunel podziemny, wykopany przez krasnoludy w zaledwie parę lat sprawiał, iż oblężenie nie stanowiło problemu, a zaopatrzenie na czas oblężenia, którego się spodziewano, i to w miarę niechybnie, mogło regularnie przybywać.

Jedynym problemem strony ludzi był brak łuczników, strzelców, wszystkiego tego, co na dystans wojuje, faktem było to, iż kilku magów, ale to zaledwie kilku, opowiedziało się po stronie ludzi, głównie z miast północy,a i nasz mag, z grupy podróżników opowiedział się po tejże stronie, jednak, faktem było, iż niewielu na niego liczyło, o czym i on wiedział, niemniej szedł w zaparte, a, ze przydatny był, jakoby pogodę bez pudła przepowiadał, zatem pozostał i w twierdzy, zwanej Leśną Twierdzą, pierwszym bastionem walki dobra ze złem, jak mawiano w tejże twierdzy o tejże twierdzy, niejako na przekór dlugouchym, bynajmniej nie królikom.

Dowódcą Leśnej Twierdzy został człowiek niesamowicie doświadczony w bojach z orkami, na dalekim zachodzie, co dziwne, jak na człowieka tak doświadczonego miał i oczy sztuk dwie i uszy sztuk dwie, i obie ręce i nogi obie, miał także jedną wadę, nie wymawiał głoski „r”, artykułując ją jako coś pośredniego pomiędzy „ł” a „uy, w związku z czym robiono sobie z niego wiele wszelakich podśmiechujek, acz ceniono za talent dowódczy, a i na polu bitwy walczono u jego boku raźniej, łaźniej, jakby to on sam powiedział.

Naszej drużyny nie rozdzielono, owy dowódca stwiełdził, bo on stwiełdza, nie zaś stwierdza, iż jako grupa autonomiczna, lepiej ich nie rozdzielać, zaś wśród samych krasnoludów, dopatrzył się braci, znaczyć, dowiedział się, iż są wśród nich bracia, zatem nie zamierzał rozbijać ich po innych grupach.

Jednakowoż, nim przyszło do bitew, jak na krasnoludy przystało, a i ludzie tym razem nie ustępowali, zaproszono wszystkich na wielką ucztę, wielką pijacką ucztę, wielką pijacką ucztę, po której każdy każdemu był bratem, każdy za każdego życie byłby oddał, a i hulanek, swawoli a i mordobicie nie zabrakło, wiele piwa się przelało, wiele przyjaźni zawiązało, a radości do rana białego nie było komu spać, wartownicy mieli wolne, to i oni nabzdryngoleni byli, wszyscy już nad ranem zataczali się, wielu chodziło zygzakiem a jeszcze więcej wcale nie chodziło, radości nie było końca, hulaszczy tłum cichł, a groźby i gwizdy na elfów całą noc było słychać, a i znaleźli się tacy, co i już bić elfa chcieli iść, acz przekonani zostali do wstrzymania się do ataku beczułka grzańca, kiedy to zaś usłyszeli na pięcie odwrócili się nadzwyczaj szybko, jak na samoistną beczułkę piwa, pijąc dalej, ku radości wszystkich, nawet pan dowódca dał się skusić i po chwili i on tańcował z „łudobłodnym” krasnoludem, ku uciesze absolutnie całej defensywy Leśnej Twierdzy, nikt jednak nie myślał o tym, co będzie jutro, a według co trzeźwiejszych, o których było już raczej ciężko, że jutro już dziś, niemniej jednak zabawa była jedna taka, później zaś nastąpiły gorsze dni, czego również można się było spodziewać, zważywszy, iż teraz było dobrze, to później musiało być gorzej, nie ma to tamto.

Koniec rozdziału drugiego
Avatar
Mef #7
User title: Uczeń Mistrza Małodobrego
Member since Jan 2007 · 877 posts · Location: Marchewkowe Pole
Group memberships: Strażnicy, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post #5
Quote by Elnarot:
mówisz? :D ale mnie pisze się przyjemnie i właśnie dość lekko, niemniej później trochu się zmienia wszystko to i może łatwiej będzie zatem zaraz wrzucam drugi rozdział :D

Sprobuj uzyc wiecej kropek niz przecinkow nastepnym razem. Latwosc czytania tekstu na pewno wzrosnie. Poddalem sie po kilku pierwszych zdaniach zlozonych, zawierajacych wieksza ilosc zdan podrzednych, niz ustawa przewiduje dla sredniej grubosci biblii :)
[Image: http://bularca.ro/erep_tools/signature/1240028.png]
[Image: --rysunek na zapas--http://img367.imageshack.us/img367/6677/whatcolorisblueml0.jpg]
Avatar
Teppic d'Villazon #8
User title: Złowrogi Tłumacz
Member since Jan 2007 · 3183 posts · Location: Półleżące
Group memberships: Animatorzy, Global Makers, Graficy, Skrybowie Mod, Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
Popieram Mefa. Taki zabieg długiego zdania jest nawet ciekawy i smieszny, ale raz. W Kubusiu Puchatku użyto raz, i wyszło fajnie. Tutaj jest przegięcie.
[Image: http://img510.imageshack.us/img510/5030/vincent2.gif]
Teppic[547] | Valence[5829] Jon Doe[6206] | Vlad[2392] | Burch[878] | Lord Myron[602]
[Image: http://images30.fotosik.pl/165/9d3e0c1867174e9fm.jpg]
Kalgherion #9
User title: Knight
Member since Jan 2007 · 798 posts · Location: Koszalin
Group memberships: Skrybowie, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Chłopie, te zdania to przegięcie jest. Ja po kilku zdaniach podrzędnych tracę wątek i nie pamiętam już o czym była mowa na początku. Niektóre akapity to można by zmieścić raptem w dwóch trzech linijkach. Za bardzo przeciągasz to co chcesz powiedzieć, próbując dodać między textem właściwym niepotrzebne wstawki, o byle czym, siląc się na ten sam żart kilka razy.

Mam dla Ciebie zadanie matematyczne:
- Zerknij do pierwszej lepszej książki i policz ile mniej więcej średnio wyrazów mieści się w jednym zdaniu.
- Policz średnią wyrazów w swoich zdaniach.
- Wyciągnij wnioski

z elfickimi elfami,
Eee...???
Kalgherion [40]
"Madness is out there!"
http://idarionis.myminicity.com
Elnarot #10
Member since Sep 2008 · 380 posts · Location: Łódź
Group memberships: Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
to może na przykładzie tegóż elfiego elfa pokrótce objaśnię co i po co i czemu i dlaczego właśnie w ten sposób. otóż każdy, ale to każdy ma jakieś wyobrażenie na temat elfa, jako takiego. że ma zielone włosy, czy tam jakiekolwiek inne, chodzi o to, że każdy ma ułożony stereotyp elfa, który, w zależności od tego, jak ten stereotyp wygląda, typowy, elfi elf właśnie w ten sposób dla niego wygląda. nie ma potrzeby z mojej strony opisywać, czasem, niektórych rzeczy, gdyż pozostawiam w gestii Czytelnika te rzeczy, które uznaję w jakiś sposób za zbędne, to jest jeżeli ten elf ma być elfi, to znaczy standardowy dla konkretnego czytelnika, gdyż dla losów książki nie będzie istotne jak on wygląda, gdy będzie miało to znaczenie to i opis się pojawi.
długość zdań również wymaga aby Czytelnik skupił się na tym co czyta, aby nie leciał wzrokiem, ale aby skupił się ot co:D
ale sie nagadałem:D
Avatar
Lothinel #11
Member since Mar 2008 · 302 posts · Location: Białystok
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
dla mnie to z elfem ma sens.... ;)

a co do reszty wypowiedzi... Zdania nadal długie, ale jednak podzielone lekko i od razu przyjemniej :)
Elf na długo pozostaje pod wrażeniem jakie wywołał na innych...

[Image: http://img3.imageshack.us/img3/3530/wilczyuserbar5b.png]
Należę do klanu, co nie znaczy, że zgadzam się ze wszystkimi wypowiedziami jego członków... często nawet wręcz przeciwnie.
Avatar
Urdithandara #12
Member since Jan 2007 · 1177 posts · Location: ZAMOŚĆ!!
Group memberships: Skrybowie, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Może i tak, ale jednak ze swej strony uważam, że coś w stylu: 'najbardziej elfi z elfich elfów' zdałoby egzamin. To tak IMO, bo cały sens, po objaśnieniu, już rozumiem ;)
Kalgherion #13
User title: Knight
Member since Jan 2007 · 798 posts · Location: Koszalin
Group memberships: Skrybowie, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Aha, to jeśli powiem "kanapkowa kanapka" to też będzie dobrze? Albo "słomiana słoma", "słoneczne słońce", "misiowaty miś" i "vandhallowy Vandhall"? Przecież wystarczy, że powiesz "elf" i od razu każdy przywoła w swoim umyślne swój własny stereotyp elfa. Czyż nie jest tak?
Stosowanie długich zdań (rozumiem tu zdania nie przekraczające 2 zdań podrzędnych) wymaga odpowiedniej sytuacji. Jeśli przedstawiasz wartką akcję to długie zdania są nie na miejscu. Powinno wtedy stosować się krótkie i treściwe zdania, aby czytelnik miał poczucie, że akcja toczy się szybko. Przy zastosowaniu długich zdań czytelnik po prostu się nudzi. Co zresztą widać po komentarzach. Tu nie chodzi tylko o to co próbujesz przekazać, ale w jaki sposób to robisz.
Ostatnie zdanie drugiego rozdziału to powala długością. Tak z ciekawości pokaż je swojej polonistce. Chciałbym poznać jej reakcję. :)

W celach pisarskich moja żona poleca "Galerię złamanych piór" Kresa. I ta "powieść" prawdopodobnie by się tam znalazła jako przykład jak nie należy pisać.
Kalgherion [40]
"Madness is out there!"
http://idarionis.myminicity.com
Theodrus #14
Member since Feb 2008 · 376 posts
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Po tym tekście pokuszę się o stwierdzenie, iż pisanie powieści nie jest ci przeznaczone. Z takim stylem pisania lepiej wpasujesz się w lirykę. Choć chaos tu obecny przewyższa dzieła barokowych metafizyków, a oni starali się pisać chaotycznie. Enter po każdym przecinku mógłby pomóc w czytaniu, choć nie jestem tego pewien. W powieści narrator powinien wypowiadać się w sposób jasny i przejrzysty chyba, że ma to na celu wprowadzić czytelnika w stan dezorientacji w jakim są bohaterowie.  Choć z takim środkiem stylistycznym kategorycznie nie można przesadzać. Elfickie elfy są błędem typu masło maślane, i posiada to swą nazwę. (Nie pamiętam, możesz poszukać ;-) ) Długość zdań nie wymusza niczego na czytelniku. Większość ludzi jeżeli nie rozumie o czym czyta, przestaje czytać. Oczywiście to może być twój zamiar by tak napisać, jednak taki pomysł IMO sprawdza się b.słabo. A i co do podmiotu domyślnego, po trzecim-czwartym zdaniu podrzędnym na ogół zapomina się kto nim jest.

I nie zaczyna się epilogiem!!! Epilog jest na końcu, początkiem jest prolog.
Avatar
lopata #15
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
J.w. Epilog jest na końcu a na początku jest prolog.
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
Close Smaller – Larger + Reply to this post:
Verification code: VeriCode Please enter the word from the image into the text field below. (Type the letters only, lower case is okay.)
Smileys: :-) ;-) :-D :-p :blush: :cool: :rolleyes: :huh: :-/ <_< :-( :'( :#: :scared: 8-( :nuts: :-O
Special characters:
Go to forum
This board is powered by the Unclassified NewsBoard software, 20120620-dev, © 2003-2011 by Yves Goergen
Page created in 395.1 ms (338.6 ms) · 144 database queries in 12.7 ms
Current time: 2020-10-31, 08:03:37 (UTC +01:00)