Not logged in. · Lost password · Register
Forum: Play By Forum / Twórczość własna Twórczość własna RSS
Opowieść fantastyczna mojego autorstwa
Page:  1  2  next 
Avatar
Urdithandara #1
Member since Jan 2007 · 1177 posts · Location: ZAMOŚĆ!!
Group memberships: Skrybowie, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Subject: Opowieść fantastyczna mojego autorstwa
Narazie będę zamieszczał krótkie kawałki (nie koniecznie po kolei ale raczej tak ;) ) i, w razie jakby się podobało, dorzucał dalej. Także komentarze mile widziane: pozytywne, negatywne jak i własne sugestie w stylu tam przecinek, a tamto, to w ogóle się kupy nie trzyma ;).
Quote by - I -:
    To był łagodny poranek. W Tigrolu - nadrzecznej mieścinie, między górami a lasem driad, już goniono ludzi. Radcy miejscy szukali wszelkich sposobów, jakichkolwiek, aby zaradzić wojnie z Ardysią. Wojnie, której nikt by nie chciał, a która wisiała w powietrzu. Do miasta zostało odesłanych dwóch wysłanników jako doradztwo i pomoc w tych trudnych czasach. W czasach, gdy wojna Asolii z, tak odległą, Ardysią wisiała na włosku. A przecież wróg był tak blisko...
... Ale tego nikt się nie spodziewał...
    Ale też nie o tym miałem opowiadać, więc i gadał na ten temat nie będę. Przynajmniej na razie. Ważne rzeczy dzieją się, choć nie daleko, to gdzie indziej. Gdy w mieście Tigrol urzędasy tylko podskakują w obawie przed Ardysią, ludzie nie widzą zagrożenia pod własnym nosem.
--- --- ---
    To był łagodny poranek. Asolijskie słońce już oświecało całą wioskę na zachód od kupieckiego Tigrolu - tak, o wioskę Saan mi chodzi. Saan był położony lekko na południe od lasów oddzielających osady ludzkie od En-enu - domu driad. En-en był dla większości ludzi zakazany. Tam się nie chodziło. Bliżej wioski jednak ludzie mogli bez przeszkód polować. Tam właśnie, już od brzasku, za krzakiem rośliny, której nazwy nawet nie znali, kryło się trzech chłopców. Jeden był dosyć wysokim i silnym młodzieńcem. Miał krótkie, ciemne, czarne wręcz włosy. Drugi był przygłupi i nie będziemy o nim gadać. Dość, że ma na imię Abzdaj. Jednak trzeci... hmmm... tak, trzeci... on jest ważny. Nie był niski, ni wysoki. Siłą też się z tłumu nie wyróżniał. Miał także, jak pierwszy z nich, nie zaliczające się do najjaśniejszych, sięgające uszu włosy oraz piwne, a jakże, oczy. Nie był pryszczaty jak Abzdaj, lecz możnaby powiedzieć... całkiem przystojny. O ile właśnie można tak powiedzieć o kilkunastoletnim chłopcu. Miał wtedy czternaście lat. To on trzymał łuk.
    Dwanaście kroków przed nimi powoli kroczyła dosyć młoda, zdrowa (co z resztą nie miało większego znaczenia, gdy on strzelał) sarna. Czarnowłosy chłopak, siedząc w bezruchu i przypatrując się sytuacji, aż nie mógł wytrzymać.
 - Podeszła tak blisko. Na co czekasz? - szepnął, najciszej jak mógł, do łucznika. Nawet go nie obchodziło czy usłyszał pytanie i ten, choć usłyszał, oczekiwał wypatrując właściwego momentu. Wtedy wypuścił strzałę...
    Przez las, co chwilę, przebiegały fale głośnego śmiechu udekorowanego w bezczelnie fałszowane teksty podśpiewywanych właśnie piosenek. To trzej młodzieńcy wracali z polowania.
--- --- ---
    Znowu nie trafiłem, babko... - tłumaczył się niebrzydki chłopak starszej kobiecie. - Wszyscy się ze mnie śmieją.
 - Nie powinieneś ich słuchać.
 - Ale gdy oni mnie specjalnie zaczepiają, mówią, żem ślepy jak kret.
 - Sam się będziesz z tego śmiał, gdy dorośniesz - pocieszała go Starsza Babka. Do Starszej Babki po porady przychodziła cała wieś. Babka była uważana za najmądrzejszą osobę w okolicy i każdy się z nią liczył oraz poważał jej słowo. Kiedy w trudnej chwili nikt nie widział wyjścia, babka bez problemu je wskazywała. Tak, jakby wiedziała coś więcej, jakby posiadała jakiś tajemny Dar.
 - Im szybciej, tym lepiej. Jeżeli w tym tygodniu nie upoluję czegoś poważnego, czegoś, o czym inni mogą tylko pomarzyć, reszta wioski będzie mnie uważać za skończoną ofiarę. Nigdy nie będą mnie traktować na równi z innymi.
 - Nie potrzebne ci to teraz. W swoim wieku powinieneś się uczyć. Nie siłą ich przezwyciężysz, lecz zdrowym umysłem wtedy, kiedy wszystkim innym zabraknie rozumu.
 - Ale jak w tej sprawie może mi pomóc myślenie? Czasami cię babko nie rozumiem. Zbyt ciężkie, zbyt zawikłane są twoje zagadki.
 - Ależ nie zagadkami do ciebie przemawiam, lecz najszczerszą prawdą. Nie wierzysz, że umysł przesądza o wyniku polowania? Uwierz we własne zdolności!
 - Jakie zdolności? Przecież nie potrafię trafić z łuku w zwierzynę dziesięć kroków ode mnie!
 - Jak nie wierzysz we własne umiejętności, to zaufaj mi! - Staruszka miała go już widocznie dosyć. Chwila udzielenia porady zbliżała się jednak nieuchronnie. Trzeba było zrobić coś, co by bezwzględnie poskutkowało. Coś co podniosłoby chłopakowi morale i wiarę w siebie, podnosząc zarówno jego walory bojowe. No bo trzeba rzec jasno: dzieciak nie potrafił nic oprócz strzelania przed siebie z wynikami nie zależnymi od celowania. I choć chłopak sporo się uczy teorii, to nikt nie może wytłumaczyć naukowo dlaczego w praktyce nic się nie zmienia. - Idź się uczyć i już nie męcz!
 - Ale babko, może mi jakoś pomożesz? Nie mogę zwlekać! - zdesperowanym głosem prawie błagał o jakieś rozwiązanie.
 - A nie wystarczająco ci już pomogłam? Dobrze. Nauczę cię skutecznego wykorzystywania siły woli. Poznasz zaklęcie, którego się nauczyłam za młodu. Nawet ty nie jesteś w stanie go zepsuć. - ze śmiechem otworzyła grubą księgę, ze wszystkimi mądrościami kolekcjonowanymi przez całe jej długie życie. Dziecko z zaciekawieniem, wyrysowanym na jego ładnej buźce, spoglądało w stare i pożółkłe stronice.
--- --- ---
This post was edited 3 times, last on 2008-07-10, 02:43 by Urdithandara.
Avatar
merowe #2
User title: Smutny
Member since Jan 2007 · 2171 posts · Location: Zamość
Group memberships: Strażnicy, Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
zapowiada sie fajnie ale za mało wrzuciłeś żeby poddać to większej ocenie
co do błędów to mi nie pasuje:
"Miał także, jak inny, nie zaliczające się do najjaśniejszych, sięgające uszu włosy"
przeczytałem kilka razy i nie mogłem zrozumieć o co Ci mogło chodzić.
jeżeli chodziło Ci o tego kolesia dobrze zbudowanego to ja bym to jakoś inaczej sformułował :)
Avatar
Urdithandara #3
Member since Jan 2007 · 1177 posts · Location: ZAMOŚĆ!!
Group memberships: Skrybowie, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Masz co do tego fragmentu rację. Od samego początku nie wiedziałem jak to napisać o jego czarnych włosach i się nie powtarzać. Zmienię to... ;) A mało tego, bo nie mam czasu przepisywać. Głupio robiłem, że pisałem to w zeszytach, w dodatku nie w jednym i teraz muszę szukać.
Avatar
Lothinel #4
Member since Mar 2008 · 302 posts · Location: Białystok
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post #1
o całości na razie naprawdę ciężko coś powiedzieć, mi skojarzyło się z Thorgalem - te czarne włosy, łuk i niedocenienie przez rówieśników.... ;)

takie drobne literówki co rzuciły mi się w oczy:
Quote by Urdithandara:
Nawet go nie odchodziło


obchodziło

Quote by Urdithandara:
przez całe jaj długie życie.

jej długie życie

Czekamy na ciąg dalszy :)
Elf na długo pozostaje pod wrażeniem jakie wywołał na innych...

[Image: http://img3.imageshack.us/img3/3530/wilczyuserbar5b.png]
Należę do klanu, co nie znaczy, że zgadzam się ze wszystkimi wypowiedziami jego członków... często nawet wręcz przeciwnie.
Avatar
Urdithandara #5
Member since Jan 2007 · 1177 posts · Location: ZAMOŚĆ!!
Group memberships: Skrybowie, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
A właśnie. Zapomniałem wspomnieć. Nie zdziwcie się, gdy spotkacie znane imiona ;). Wszystkie moje postacie w WND są z opowiadań, przynajmniej tych pierwszych ;)
Część dalsza, miłej lektury:
Quote by - I -:
    Znasz, babko, więcej takich czarów, to znaczy... magii? - spytał dzieciak, będąc w wyraźnie objawiającym się zaciekawieniu.
 - Nie jestem czarownicą, ale kiedyś mogłam być. Nie przetrwałam jednak prób i nie ukończyłam szkolenia. Nie namawiam cię do wstąpienia w któryś z Kręgów. Jest to ciężka przeprawa i nie każdemu dane jest wytrwać w nauce. Jakkolwiek decyzja należy do ciebie i nie będę cię od niej odwodzić.
 - Tak. Czuję, że mógłbym zdziałać więcej czarem, niż orężem. - chłopak przysunął się do otwartej księgi, gdy starucha nagle zamknęła ją jednym ruchem tak, jakby zdecydowanie nie chciała mu czegoś pokazać. Młodzian za wszelką cenę nie mógł czegoś zobaczyć.
 - Nie będę cię uczyć. Mogę ci jednak wskazać, kto mógłby się tego podjąć. Gdzie go szukać. Nie zrobię tego jednak, dopóki nie będę przekonana o szlachetności twych działań. Magia jest potężnym narzędziem. Nn... Nie mogę ryzykować. - Staruszka widziała w dziecku potencjał, którego nikt inny nie mógł dostrzec. Widziała go tak wyraźnie, jednocześnie nie mogąc spostrzec jakiej dziedziny on dotyczy. Właśnie teraz, w tej chwili, pluła sobie w twarz, zła na siebie za swe dawne lata. Gdyby pilniej przykładała się do nauki wiedzy tajemnej może potrafiłaby go pojąć. Teraz jednak, nie miała pewności. - Będziesz musiał przejść test. Jutro ci go wyznaczę i się przekonamy co będzie dalej.
 - Twoja wola, babko. Dziękuję za wysłuchanie mnie. - chłopak, mimo swej porażki w lesie, był zadowolony z przebiegu wydarzeń. Miał jednak jeszcze inne zmartwienie. Na zbliżający się festyn musiał upolować coś niezwykłego aby nie odstawać od innych w konkursie łowieckim. Nie wiedział jednak, za co się zabrać, na co może sobie pozwolić. - Mam jeszcze jedno pytanie, jeśli mogę je zadać. Jest to prośba właściwie.
 - Nie idź tam. - Starsza Babka od razu wiedziała o co będzie prosił. Żeby się odkuć za wszystkie lata wyśmiewania i poniżań przez rówieśników, trzeba było upolować coś naprawdę wielkiego i groźnego. Coś, do czego nikt nie odważyłby się podejść. Coś takiego, żyło tylko w Jaskini Zguby, jak ją nazywali miejscowi. Nie wiele osób przeżyło po wejściu do jaskini. Emanowała ona złą energią, tak nieogarnioną, że nawet leśne driady chadzały trójkami w jej okolice. Do jaskini nigdy żadna nie weszła.
 - Babko proszę cię o przyzwolenie. Chciałbym spróbować swych sił.
 - Spróbuj w lesie. Naszym, oczywiście.
 - Ale co ja w lesie upoluję? Jelenia, których będą dziesiątki na festynie? Wyjdzie na to, że w końcu mi się udało cokolwiek upolować. Cokolwiek. Ja chcę skończyć z tym. Chciałbym być jak mój ojciec...
 - Tak, jest wielkim człowiekiem, ale zastanów się. Czy jeżeli chcesz być jak i on szanowany wśród ludzi, to czy naprawdę musisz zabić? Czy tego chce twój ojciec? Czy on kiedykolwiek kogoś zabił?
 - Ale nie widzę innego wyjścia.
 - W takim razie nie jesteś gotów podjąć nauk. Idź w ślady ojca.
 - Mam zostać stajennym?
 - Nie o to mi chodzi. Masz być dobry dla ludzi. Pomagaj wędrowcom, miej miłosierdzie dla ubogich. Nigdy nie gardź życiem. Nawet najgorszym, najbardziej zepsutym. Nie możesz zabijać podług własnej woli.
 - Teraz rozumiem, co chcesz mi powiedzieć. Chciałbym być kiedyś wielkim wojownikiem, lecz nie mogę tego osiągnąć kosztem innych.
 - Jestem pewna, że któreś z twoich marzeń się spełni. - staruszka z uśmiechem pochyliła w stronę chłopca. - Myślę o tym co mi powiedziałeś. O tym zadaniu. - Nie powiedziała mu, że także myśli o sile jego ducha. Myśl ta nawiedzała jej umysł bezustannie, ale nigdy mu o tym nie wspomniała. - Pójdź do zgubnej jaskini i wróć tutaj. To będzie twoja próba. Wykonaj ją zgodnie z poleceniem a podam ci dalsze wskazówki.
 - Hura! - chłopak nie krył zadowolenia. Nie myślał w tej chwili o samym zadaniu zmierzenia się ze straszliwym miejscem, lecz o tym, że właśnie może zmienić swe życie. A te miał faktycznie nie najciekawsze. Ojciec pracując jako stajenny przy miejscowej karczmie, nie zarabiał najwięcej. Matka chorowała coraz bardziej a stryj też nie miał wiele do roboty. Był kowalem w tej spokojnej okolicy. Tutaj najbardziej krwawym zajęciem były polowania, toteż nikt 'prawdziwej broni' na codzień nie potrzebował. Nie powodziło im się dobrze. Jako uczony, w dodatku czarownik, mógł zmienić nie tylko swój los, ale i całej rodziny. W końcu nadeszły dobre czasy...
    ... Pozornie.
--- --- ---
    To był łagodny poranek. Słońce, nie zmieniając swych zwyczajów, wesoło prażyło wioskę na zachód od ucywilizowanej miejscowości ludzkiej. Majowe kwiaty pięły swe łodygi ku górze by chwycić jak najwięcej życiodajnych promieni. W lesie, opodal osady, od rana słychać było szczebiotanie drozdów, kosów oraz wilg. Woda wartko płynęła rzeką między drzewami dzieląc las na dwie części. Piękny wschód słońca rysował się na niebie. Dosłownie nic nie zapowiadało rzeźni.
    Do wsi przybyło dwóch podróżnych: mężczyzna i dziecko. Dorosły, postawny człowiek z krótkimi siwymi włosami ubrany był w jasną, lnianą koszulę. Miał też długie czarne buty, pozornie ciężkie, ale tak naprawdę nie przeszkadzały mu w poruszaniu się. Młodzian miał około czternastu lat i był blondynem. Nie odstępował starszego na krok. Podążał za nim. Mieli gniadego konia, lecz przyszli pieszo. Koń był objuczony sprzętem, którego nie sposób było dostrzec. Rozpoznać można było tylko dwie rzeczy. Dwa ostre kawałki metalu, zgrabnie wykończone rękojeścią. Miecze nie były takie same. Jeden, półtoraręczny, o obosiecznym ostrzu, sprawiał wrażenie jakby jego krzyżowy jelec, jak i trzon były wyplecione z wikliny. Drugi był większy, bo dwuręczny. Miał czarną rękojeść, złoty jelec, pochylony w strone sztychu oraz pięknie zdobione ostrze z napisem, w magicznym elfickim języku, przez całą jego długość. Niewątpliwie był to miecz drogi i, choć pięknie zdobiony, świetnie służył zabijaniu. Za taki miecz możnaby kupić świetnego konia w stolicy Toracii - Orenordzie. Jak wiadomo, Toracia słynie z najlepszej jakości jeźdźców a w twierdzy Orenord stadniny dysponują najprzedniejszymi końmi. Starszy człowiek, choć też nie był taki stary, miał dwadzieścia sześć lat, szedł przodem prowadząc konia za uzdę. Miał na szyi łańcuch z jakąś ozdobą, której z daleka nie można było dostrzec.
    Gdy ranem doszli do wioski zatrzymali się w karczmie, by omówić parę spraw. Między innymi pytali się o noclegi. I o pracę. I interesowały ich także problemy miejscowej ludności, a jakże. Wtrącali się także do polityki. Ogólnie byli obeznani w wielu tematach i widać było już przy pierwszej rozmowie, że opiekun dziecka był uczonym i mądrym człowiekiem. Choć wyglądał na biedaka, miał czym płacić, oraz nie bał się śmiało dyskutować o polityce. Możnaby powiedzieć, znał się na tym. Młody tylko słuchał, rzadko się odzywał.
    Kiedy młodzieniec spoglądał na wnoszonego kurczaka spieczonego z czosnkiem, rozmarynem i innymi smacznościami - specjałem karczmy - starszy mężczyzna kontynuował rozmowę.
 - A więc, macie tu jakąś robotę?
 - U nas we wsi niewiele zarobicie, panie. - odpowiedział karczmarz, stawiając swą największą tacę z rzeczonym kurczakiem oraz duży dzban z mlekiem do tego. Przybysz już kończył kufel piwa, gdy dziecko właściwie nie miało jeszcze nic w gębie.
 - Zająłeś się koniem? - zwrócił się w stronę młodzika.
 - Zaprowadziłem do stajennego. Zapłaciłem. - ten odrzekł z szacunkiem.
 - Dobrze. Kontynuujcie. Jak tam we wiosce? Żadnych robót nie ma? A jakieś problemy tu może macie? Coś was gnębi?
 - Toć to jest spokojna okolica. Driady w lesie siedzą i ze swoich drzew nosów nie wyściubiają. No chyba, że jak kto z naszych, ludzi znaczy, i wlezie do ich 'domu', to faktycznie, strzały się sypią. Ale nigdy bez ostrzeżenia. Nie zdarzyło się też żeby kogoś niewinnego ubiły.
 - Jeśli wtargnięcie na ich teren można nazwać winą. Rozumiem. - Mężczyzna pociągnął łyk z kufla i wziął się za kurczaka, który aż wołał całym swym zapachem: 'Zjedz mnie. Prędko!' Młodzian też jadł. - A zarazy? Jakichś chorych tu nie macie?
 - Mamy we wsi dwoje bolejących, ale wiele na tym nie zarobicie.
 - Za takie rzeczy nie biorę zapłaty. - Opiekun nalał podopiecznemu mleka i znów zajął się jedzeniem.
 - Szlachetnyście, panie. - Powiedział z uznaniem właściciel karczmy.
 - Nie biorę, bo i mi się nie należy. - Odrzekł niewzruszenie wędrowiec. - Obowiązkiem jest pomóc chorym. A kto się z tym nie zgadza, jest pierwszą osobą potrzebującą pomocy.
 - Racja. Tylko głupiec sądzi inaczej.
 - Przyprowadzicie ich do mnie tutaj?
 - Oczywiście. Kiedy mogą was spotkać?
 - Koniecznie dzisiaj - stwierdził - jutro mnie tu nie będzie.
 - Więc niezwłocznie po nich poślę. - Karczmarz odszedł na stronę, gdzie siedziała na ławie dziewczynka w czerwonej sukience. Miała przecudny blond warkocz, którym zachwycała wszystkich wokoło. Była to jego córka. Ta, poinstruowana przez ojca, wybiegła przez drzwi karczmy by przygotować chorych do podróży. Trzeba było się uwijać, gdyż wędrowcy nie mieli wiele czasu. Tyle spraw zostało jeszcze nawet nie tkniętych.
 - Riavold - starszy zwrócił się do chłopca - jak tylko się posilimy, pójdziesz w las i nazbierasz mi berberysu. Wiesz, że mamy go już mało, czuję, że będę tego dzisiaj potrzebował. A do Tigrolu i tak dzisiaj nie zdążymy. - Faktycznie, nie zdążyliby przed zmierzchem. Choć był ranek, to nie mieli nic w gębach cały dzień i skończyły im się zapasy. I choć starszy z nich wytrzymałby dwa dni wędrówki o głodzie, to dziecku już jeden dzień wystarczył, by postanowić o postoju.
 - Tak, panie - odpowiedział młodzieniec.
 - Tylko się nie zgub! Ja poszukam dla ciebie prezentu. Masz. - spod przybrudzonych trawą szmat wyciągnął miecz. Wcześniej niewidoczne ostrze teraz lśniło w całej swej okazałości. Solidnie zbity kawał metalu nie miał na sobie zadrapania i sprawiał wrażenie nowego, choć każdy wiedział, że tej jakości ostrze nie mogło się uchować przed zatopieniem we wrogiej krwi. Wszyscy mieli jednak nadzieję, że nie była to krew naszych. - Weź to i postaraj się wrócić w dwie godziny od wyjścia. Ale na razie jedzmy. I tak chorych muszą przygotować do przyjścia tutaj. Nie ma bata... - skończył piwo i chwycił dzban z mlekiem - czuję długi, ciężki dzień.
--- --- ---

Edit: Właśnie czytam Wikipedię o Thorgalu, bo szczerze mówiąc komiksu nie czytałem. Stwierdzam, że mój bohater będzie regularnie wplątywany przez siebie, lecz wbrew sobie, w liczne przygody i z pewnością nie będzie się posługiwał łukiem ;)
This post was edited 6 times, last on 2008-07-10, 22:45 by Urdithandara.
Avatar
merowe #6
User title: Smutny
Member since Jan 2007 · 2171 posts · Location: Zamość
Group memberships: Strażnicy, Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
Jeden, półtoraręczny sprawiał wrażenie jakby jego jelec, jak i trzon, były wyplecione z wikliny. Miał obosieczne ostrze i krzyżowy jelec. Drugi był większy. Dwuręczne ostrze było pięknie zdobione i miało czarną rękojeść, lecz jelec, pochylony w stronę sztychu, był ze złota. Niewątpliwie był to miecz drogi i, choć pięknie zdobiony, świetnie służył zabijaniu. Wzdłuż ostrza, od strony jelca, widniał napis w elfim języku. W języku magicznym.

ja bym to napisał troche inaczej
Jeden, półtoraręczny, o obosiecznym ostrzu, sprawiał wrażenie jakby jego krzyżowy jelec, jak i trzon były wyplecione z wikliny. Drugi był większy, bo dwuręczny. Miał czarną rękojeść, złoty jelec, pochylony w strone sztychu oraz pięknie zdobione ostrze z napisem, w magicznym elfickim języku, przez całą jego długość. Niewątpliwie był to miecz drogi i, choć pięknie zdobiony, świetnie służył zabijaniu.

- A więc macie tu jakąś robotę?

brakuje przecinka po "więc"


a co do samego opowiadania: jest dobrze, ma fajny klimat. :) wrzuć więcej ;)
Avatar
Lothinel #7
Member since Mar 2008 · 302 posts · Location: Białystok
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Tak sobie czytam i bardzo mi się podoba, jednak po lekturze drugiego fragmentu rzuciła mi się w oczy następująca sprawa: strasznie dużo zdań pojedynczych. Jedno za drugim. W tego typu tekstach powinno ich się raczej używać do podkreślenia czegoś, a nie do takiej "opowieści w kawałkach". Przynajmniej tak to odbieram. Zdania bardziej złożone nadałyby większej płynności dla całego tekstu. Może warto to jeszcze lekko przeedytować?

Ten fragment natchnął mnie do wyrażenia powyższej opinii:
Miał też długie czarne buty, pozornie ciężkie, ale tak naprawdę nie przeszkadzały mu w poruszaniu się. Młodzian miał około czternastu lat i był blondynem. Nie odstępował starszego na krok. Podążał za nim. Mieli gniadego konia, lecz przyszli pieszo. Koń był objuczony sprzętem, którego nie sposób było dostrzec. Rozpoznać można było tylko dwie rzeczy. Dwa ostre kawałki metalu, zgrabnie wykończone rękojeścią. Miecze nie były takie same.

Czepiam się? ;)


edit:
Mężczyzna pociągną łyk z kufla --> pociągnął
Faktycznie, nie zdążyliby, przed zmierzchem - potrzebny przecinek po "nie zdążyliby"?
spod przybrudzonych trawą szmat, wyciągnął miecz - tu, moim zdaniem, też bez przecinka ;)
Solidnie zbity kawał metalu, nie miał na sobie zadrapania - tu też....
Elf na długo pozostaje pod wrażeniem jakie wywołał na innych...

[Image: http://img3.imageshack.us/img3/3530/wilczyuserbar5b.png]
Należę do klanu, co nie znaczy, że zgadzam się ze wszystkimi wypowiedziami jego członków... często nawet wręcz przeciwnie.
This post was edited on 2008-07-10, 20:13 by Lothinel.
Avatar
maRcus #8
Member since Feb 2007 · 1845 posts · Location: Łódź
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Myślałem, że to Urdicośtam pisze i umieszcza swoje teksty, a tutaj pojawia się cała banda pisarzy. Dajcie chłopakowi się wykazać. Widać, że amator, ale dobrze zaczyna.. A do ew. uwag jest chyba inny topic (a jeśli nie ma to trzeba utworzyć). Wpędzacie chłopaka w kompleksy.
Grogan Dwarf Mercenary 315 lvl
Mordred Lothor Human Invader 293 lvl
Milla Human Paladin 203 lvl
Isabell Human Priest 188 lvl
Belian Dwarf Guardian 161 lvl
Dinnaroth Elf Battlemage 145 lvl
Morien Isslur Elf Battle Bowman 132 lvl
Avatar
Urdithandara #9
Member since Jan 2007 · 1177 posts · Location: ZAMOŚĆ!!
Group memberships: Skrybowie, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Sam prosiłem o wyliczanie błędów, więc nie ma co się martwić o 'czepianie się' ;). A co do tematu, to nie wiem czy jest sens zakładać kilka topiców o jednym i tym samym. Jeszcze co do składniowego ubóstwa, to mam na swoje usprawiedliwienie tylko to, że tekst, który tutaj narazie umieściłem był pisany ponad rok temu i działo się to podczas nudnych lekcji (zazwyczaj polskiego ;) ), kiedy nie miałem wiele czasu na przemyślenia językowe. Mogę jednak stwierdzić (we własnym odczuciu, oczywiście), że w późniejszych wydarzeniach, aż tylu błędów nie ma. Tym bardziej proszę o wyhaczanie, zarówno błędów w pospolitym tego słowa znaczeniu, jak i nieścisłości dotyczących spraw, w których ekspertem nie jestem. Chodzi mi tu głównie o to, że jak napiszę, że łucznik strzelił swoim krótkim łukiem na odległość równą 2 kilometrom, co było niemożliwe; to, żeby mi ktoś o tym powiedział ;)
 Poza, tym jak maRcus napisał, jest to moje 'dzieło' i nie koniecznie wszystkie zmiany wprowadzę. Gdy widzę, że coś bezczelnie nie pasuje, lub gdy sam się zastanawiam, jak to właściwie powinno zostać napisane, to staram się pytać o to innych. Nie każda zmiana jest jednak zmianą na lepsze. Doskonale o tym wiem i nie mogę pozwolić zepsuć mojej pracy bardziej niż sam już to zrobiłem ;) Nie zmienia to faktu, że początki mojego pisania, które tutaj widać, są po prostu (trzeba to powiedzieć) słabe oraz nudne i nie umywają się do późniejszych tekstów. Nie chcę was zadręczać, nudzić czy molestować moim projektem i zrobię tak jak postanowiłem od początku: w miarę wzrostu pozytywnych wypowiedzi w stylu 'chcemy więcej', dodawane będą kolejne fragmenty ;)
Avatar
Urdithandara #10
Member since Jan 2007 · 1177 posts · Location: ZAMOŚĆ!!
Group memberships: Skrybowie, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post #8
Sam prosiłem o wyliczanie błędów, więc nie ma co się martwić o 'czepianie się' ;). A co do tematu, to nie wiem czy jest sens zakładać kilka topiców o jednym i tym samym. Jeszcze co do składniowego ubóstwa, to mam na swoje usprawiedliwienie tylko to, że tekst, który tutaj narazie umieściłem był pisany ponad rok temu i działo się to podczas nudnych lekcji (zazwyczaj polskiego ;) ), kiedy nie miałem wiele czasu na przemyślenia językowe. Mogę jednak stwierdzić (we własnym odczuciu, oczywiście), że w późniejszych wydarzeniach, aż tylu błędów nie ma. Tym bardziej proszę o wyhaczanie, zarówno błędów w pospolitym tego słowa znaczeniu, jak i nieścisłości dotyczących spraw, w których ekspertem nie jestem. Chodzi

edit: ehh... znowu double...
This post was edited on 2008-07-10, 23:19 by Urdithandara.
Avatar
Lothinel #11
Member since Mar 2008 · 302 posts · Location: Białystok
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post #9
Quote by Urdithandara on 2008-07-09, 05:06:
Także komentarze mile widziane: pozytywne, negatywne jak i własne sugestie w stylu tam przecinek, a tamto, to w ogóle się kupy nie trzyma ;).


... i tylko dlatego ośmieliłam się cos napisać. Wiem, że to nie moja powieść i nie zamierzam jej edytować - po prostu napisałam, jak to odbieram.

Quote by Urdithandara:
w miarę wzrostu pozytywnych wypowiedzi w stylu 'chcemy więcej', dodawane będą kolejne fragmenty ;)

Chcemy więcej!!
Elf na długo pozostaje pod wrażeniem jakie wywołał na innych...

[Image: http://img3.imageshack.us/img3/3530/wilczyuserbar5b.png]
Należę do klanu, co nie znaczy, że zgadzam się ze wszystkimi wypowiedziami jego członków... często nawet wręcz przeciwnie.
Avatar
merowe #12
User title: Smutny
Member since Jan 2007 · 2171 posts · Location: Zamość
Group memberships: Strażnicy, Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
chcemy chcemy :D
Avatar
Urdithandara #13
Member since Jan 2007 · 1177 posts · Location: ZAMOŚĆ!!
Group memberships: Skrybowie, Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Wedle życzenia ;) Następny kawałek ponoć najprzyjemniej się czyta w nocy ;) Miłej lektury:
Quote by - I -:
    Chłopak siedział skulony pod drzewem i intensywnie rozmyślał. Łuk z jesionowego drewna leżał na ziemi obok nóg młodzieńca. Ten nie mógł się do końca zdecydować. Czuł tę wrogość bijącą z wnętrza groty. Ta jaskinia była zła. Ta jaskinia emanowała złą energią. Ta jaskinia odstraszała większość wieśniaków znad rzeki. Trzeba jednak powiedzieć, że to nie sam fakt istnienia pieczary wzbudzał w ludziach lęk. Sam obiekt był położony w środku kręgu... trawy. Samej. Jest to dość dziwne, biorąc pod uwagę to, że mowa tu o terenach leśnych. Sam 'krąg' otoczony jest wysokimi, starymi i powyginanymi drzewami, które dość skutecznie skrywają całość w cieniu. Jaskinia raczej prowadzi w podziemia, gdyż nie ma w pobliżu gór. Cała okolica zdecywodanie bardziej przypomina dolinę, co sobie ludność z resztą chwali. Nie spotka się tutaj żadnego z górskich drapieżców, którzy mogliby zagrażać spokojowi wioski. Sama jaskinia nie jest wielkich rozmiarów, przynajmniej z zewnątrz sprawia takie wrażenie. Wejście, żeby nie powiedzieć wrota, jest wygładzone z taką dokładnością, jakby zrobiły to same krasnoludy z południa. Krawędzie nie były jednak idealne, czas musiał i w tym przypadku odcisnąć swoje piętno. Nad wejściem do jaskini został wykonany zdobny wzór, niby elfiego autorstwa. Chłopak nie miał do końca pewności, czy ów dzieło było tylko ładnym dodatkiem upiększającym całość, czy miało jednak o czymś informować. Przepiękne elfie pismo przecież nie różniło się bardzo od cudownie rzeźbionych linii, które większą częścią jeszcze widniały na skalnej ścianie. Ogół sprawiał wrażenie, jakby był wejściem, niegdyś strzeżonymi, znanymi na mapach wrotami, które teraz, zapomniane, popadając w ruinę zapraszają wędrowców do środka i zwodząc ich, skazują na zgubę. Głębia przejścia tryskała ciemnością, nieprzeniknionym mrokiem, który ustanawiał granicę: TU już nie jesteś bezpieczny! TU się kończy twoja pewność siebie. TU zaczyna się trwoga.
    W miarę oczekiwania, potrzeba podjęcia decyzji wcale się nie zmniejszała. Właściwie, to decyzja już zapadła. Tam, w chatce Starszej Wioski, jeszcze przy zamkniętej grubej, 'magicznej' księdze. Teraz wszystko było tylko kwestią czasu. To, że chłopak naiwnie ufając swym zdolnościom zniknie w mroku pieczary jest już pewne. Trzeba było jednak zebrać w sobie odwagę, albo po prostu resztki głupoty, aby się zmierzyć z tą niecodzienną sytuacją a czego, jak czego, ale odwagi, to on miał sporo.
    Chłopak wstał, wziął przysznurowaną dotąd do jego lewej nogi, pochodnię oraz wyjął z worka krzesiwo. Odpaloną pochodnię przełożył do prawej ręki, worek zarzucił na plecy, a w lewą rękę chwycił łuk i odwrócił się w stronę jaskini. Jego oczom ukazała się pełnia obiektu w całej jego mrocznej okazałości. Spojrzenie na kołczan przypasany do prawej nogi i pierwszy krok w stronę wejścia wykonany. Potem już poszło z górki. I to dosłownie.
    Pochodnia sprawnie oświetlała każdy mijany schodek, każdy skrawek kutej w skale bramy prowadzącej na dół. Schodów było sporo i nie prowadziły one na wprost. Ciągle schodzenie w koło, sprawiało wrażenie zwiedzania wieży. Wędrówka robiła już wrażenie nudnej, gdy chłopak zaczął teraz wyraźnie odczuwać pulsowanie powietrza. Schodząc coraz niżej zobaczył w końcu zakręt w prawo, za nim już nie było schodów. To co tam dostrzegł nie napawało jednak uśmiechem. Sterta kości, jedne pogruchotane, wymieszane, ogólnie porozrzucane i nie warte uwagi, a inne w całkiem dobrym, jeśli można tak powiedzieć o nieszczęśnikach, stanie. Było tam też pełno szczurów, te nie robiły żadnego wrażenia. Chłopak opuścił to pomieszczenie z lekką drgawką na myśl tego, co przed chwilą dane mu było zobaczyć. Nie, nie chodzi mi o trupy. Wydawało mu się, tylko przez moment, króciutką chwilę, że cień po drugiej stronie korytarza wskazał palcem w jego kierunku. Wydawało mu się, bo urojenie natychmiast zniknęło zanim zdążył mrugnąć, lecz strach pozostał.
    Poszedł dalej wzdłuż korytarza, choć coś mu mówiło, by nie iść w tę stronę. Może to były omamy wywołane lękiem oraz nowymi doznaniami, może to były słowa Starszej Babki tak słuszne w tej chwili i uzasadnione. Nie zmieniało to jednak faktu, że położenie chłopaka co krok zmieniało się względem końca korytarza. Kolejny zakręt w lewo przynosił ze sobą delikatne promyki, trochę jakby zielonkawego, światła. Chłopak przystanął na chwilę i włożył pochodnię w miejsce do tego przeznaczone.
 - Dobra, trzeba się przekonać co potrafimy. - Wyszeptał i począł szukać jakiegoś szczurka. Nie miał z tym wiele problemów, gdyż było ich tu trochę. - Tylko nie za duży, co by mnie nie zabił. - Próbował sobie dodać otuchy, choć trochę zaburzyć poczucie wrogości, zapach śmierci. Wyciągnął przed siebie rękę, jakby miał się witać z osobą stojącą parędziesiąt kroków przed nim. Otwarta dłoń skierowana ku górze odbijała się mrocznym cieniem na gładkiej ścianie korytarza. Młodzieniec wysunął rękę jak najdalej mógł przed siebie. Skupił się na szczurze, który dreptał, to w jedną stronę, to w drugą.
 - Ech... hmm... - stęknął. Strzepnął rękę, rozluźnił mięśnie i spróbował jeszcze raz. Bez rezultatu. - To nie jest takie łatwe jak myślałem. Muszę bardzo tego chcieć... - jeszcze raz ułożył rękę we właściwej pozycji. - Chcęęę... - z wysiłkiem wystękał. Stwierdził jedno. Magia to cudowny wynalazek: jeden ruch ręki i nic się nie dzieje.
--- --- ---
   Jak nie można liczyć na czary, to trzeba chwytać się bardziej konwencjonalnych metod. Z taką myślą młodzieniec przesiadujący w tym dziwnym, napawającym o dreszcze miejscu, chwycił za łuk w wychylił się zza rogu. Ujrzał coś, czego się najmniej w tej chwili spodziewał. Daleko przed nim, obok jakiejś kamiennej konstrukcji, która częściowo była zasłaniana przez krawędź jaskini, stała kobieta. Chłopak był za daleko aby ją rozpoznać, lecz to co widział wystarczało, by stwierdzić, że jest dojrzałą, niewysoką osobą z  prostymi, czarnymi włosami sięgającymi ramion. Bez wątpienia ta osoba parała się magią. Szaty w purpurowo-fioletowych barwach bezbłędnie zdradzały zawód kobiety. To był mag, co do tego nie było wątpliwości. Z daleka osoba wyglądała niezwykle pięknie. Nie sprawiała wrażenia starej, lecz wiadomo jak to jest z magami. Wiadomo tyle, że co do wieku nigdy nic nie wiadomo. Na pierwszy rzut oka widać było, że kobieta była silna psychicznie i duchowo. Zrobiła na młodzieńcu ogromne wrażenie. Chłopak całkowicie zapomniał o sylwetce z korytarza, o śmierci, o strachu. Mógłby bez przerwy przyglądać się urodzie magiczki, podziwiać jej bezgraniczne piękno. Osoba stała obok kamiennego kręgu przypominającego cembrownię. Więcej chłopak nie potrafił dostrzec mimo najszczerszych starań. Nagle, kobieta zaczęła wypowiadać słowa, z których niewiele zostało w pełni zrozumianych przez dzieciaka. Większość stanowił elfi język a reszta była po prostu zbyt cicho powiedziana, by dało się coś usłyszeć z tej odległości. Parę zdań jednak zostało dobitnie odciśniętych na psychice dziecka.
 - Oto rodzi się nowy porządek wieków. Możny władca równy poddanym, wasal równy rycerzowi. Żaden nie będzie nikomu hołdownikiem a wszyscy kreatora ideału podziwiać będą. Aż po kres rzeczy stanu będzie pamięć o twórcy głoszona z trwogą i szacunkiem mnie należnem... - reszta nie była słyszalna z takiego dystansu i było to celowe. Chłopak zauważył, że odkryto jego obecność. Nie zdążył jednak zareagować zanim zbliżyło się do niego coś, w co nie mógł do końca uwierzyć. Hardy damski głos rozkazał trupim kościom schwycić młokosa. Te, najzwyczajniej w świecie wstały i poszły...
This post was edited 2 times, last on 2008-07-18, 01:23 by Urdithandara.
Avatar
merowe #14
User title: Smutny
Member since Jan 2007 · 2171 posts · Location: Zamość
Group memberships: Strażnicy, Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
Chłopak wstał wziął, przysznurowaną ==> Chłopak wstał, wziął przysznurowaną

Chłopak dył za daleko aby ją rozpoznać,==> a może był ;)

więcej ;)
Avatar
Lothinel #15
Member since Mar 2008 · 302 posts · Location: Białystok
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
czytałam wieczorkiem :)

"ujżał" --> ujrzał

no i .... chcemy więcej :)
Elf na długo pozostaje pod wrażeniem jakie wywołał na innych...

[Image: http://img3.imageshack.us/img3/3530/wilczyuserbar5b.png]
Należę do klanu, co nie znaczy, że zgadzam się ze wszystkimi wypowiedziami jego członków... często nawet wręcz przeciwnie.
Close Smaller – Larger + Reply to this post:
Verification code: VeriCode Please enter the word from the image into the text field below. (Type the letters only, lower case is okay.)
Smileys: :-) ;-) :-D :-p :blush: :cool: :rolleyes: :huh: :-/ <_< :-( :'( :#: :scared: 8-( :nuts: :-O
Special characters:
Page:  1  2  next 
Go to forum
This board is powered by the Unclassified NewsBoard software, 20120620-dev, © 2003-2011 by Yves Goergen
Page created in 437.5 ms (371 ms) · 139 database queries in 15.7 ms
Current time: 2020-10-31, 11:03:01 (UTC +01:00)