Not logged in. · Lost password · Register
Forum: Play By Forum / Twórczość własna Twórczość własna RSS
Opowiadanie
Avatar
rodhan #1
Member since Jan 2007 · 202 posts
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Subject: Opowiadanie
Jako, że interesuję się horrorem w postaci każdej, postanowiłem wrzucić tu swoje pierwsze opowiadanie grozy napisane kiedyś :-D

Samo opowiadanie łączy grozę z gore więc ostrzegam, że zawarte są w nim wulgaryzmy, a i treść do łatwych nie należy  :-D  

Błędy mogą być, stylistyczne jak i ortograficzne, wiadomo jak działa F7 w Wordzie :-D


-Koniec.

Zaczęło się od zwyczajnego pryszcza, jakich setki już w swoim życiu wycisną lub zamaskował korektorem siostry. A dzień cały był do dupy. 8 rano wykład, więc wstał po 6, nie pamiętał czy coś jadł, chyba nie, było za zimno żeby otwierać jeszcze lodówkę. Wsuną się w wczorajsze ciuchy, zarzucił plecak i wybiegł półprzytomny na autobus. Badziew jak zwykle się spóźniał. Zamkną powoli oczy, nie wie jak długo parę minut ale po ich otwarciu nocna czerń zmieniała się już w ranną szarówkę. Złom przyjechał, drzwi otworzyły się sycząc głośno. Wsiadł i szybko zajął jedno z wielu wolnych dwuosobowych miejsc. Spojrzał za szybę w stronę placu budowy. Ubrani w kombinezony robotnicy zaczynali właśnie robotę, bez rękawic, czapek czy szalików...zimny poranny wiatr rozwiewał im poły kurtek.- Przejebane- pomyślał i zasną. W drodze budził się kilkanaście razy, ludzi przybywało z każdym przystankiem, ale on siedział i nie zamierzał tego zmieniać. Korki na ulicach sprawiały, że sen przerywany przez  sygnał otwieranych drzwi stawał się coraz dłuższy.
Jeszcze 6...jeszcze 5....jeszcze 4 przystanki odliczał co gwałtowne przebudzenie.-Czas kurwa wstać- wstał i skierował się do wyjścia przeciskając się między ludźmi. Coś niemiłosiernie śmierdziało, mdło i słodko. -Brudasy- przemknęło mu przez myśl gdy otworzyły się drzwi i owiało go chłodne powietrze przynosząc dreszcz ale też uwolnienie od tego smrodu. Wysiadł i skierował się szybkim krokiem w stronę uczelni, było 5 po 8.


Cały dzień coś spinało skórę za lewym uchem, bardzo nieprzyjemnie, trochę bolało. Dotknął tego palcem, jakieś zgrubienie z czymś wystającym. Syf to oczywiste. Poczekał aż nikt nie będzie patrzył i wbił paznokieć obok i powoli przesuwał palec w dół.-Mocniej, pomyślał-Wbił go głębiej i ponownie spróbował-Coś strzeliło za uchem i poczuł wilgoć na palcu.                                                                     
-Kurwa! -Ból niczym igła wbił się w głąb, przeszedł przez czaszkę i wyłonił się silnym ukuciem tuż pod lewym okiem.
-Kurwa! -Spojrzał na palec. Oblepiony brązowo-białą mazią i  kawałkiem różowego mięsa. –Wygrzebałem cię z korzeniem, teraz już nie będziesz mnie wkurwiać.


Wieczorem pił na umór. Siedzieli na podłodze w 6 wlewali w siebie kieliszek za kieliszkiem.
Wspominali dzisiejszy dzień i to jak wydymali tego pedała od wykładów. Zrobił im egzamin, nie uczyli się, spisali cześć ze ściąg ale to było za mało. Dziś rano wiedział, że nie zda, ale widział też ten cieć boi się studentów, mówi cicho, nie patrzy im w oczy...100% pedał, wiedział też, ze nie nosi obrączki ale to już była formalność. Wpuścił ich do pokoju (błąd) i kazał poszukać prac (kolejny błąd). Jego leżała na wierzchu, spojrzał wziął ją do ręki i wycofał się za swoich kolegów. Wyciągnął długopis i ściągę. Oni robili burdel przy biurku, zasypywali go pytaniami, żartowali przepychali się, a on przepisywał ściągę na ostatnią stronę swojej pracy. Kiedy skończył, podał mu pracę. W gruncie rzeczy nic nie miał do profesora, nawet darzył go sympatią, ale gardził nim za jego słabość-Panie profesorze, nie sprawdził mi pan ostatniej strony...tak sądzę- Uśmiechną się i podał mu pracę.
Teraz siedział i pił z nimi wódkę im też się udało.
 Pedał nie zorientował się, nawet nie zdziwił go inny kolor długopisu. Sprawdził, przeprosił i wstawił 4 do indeksu. Było co opijać, sukces bez nakładu pracy...
Fala bólu rozlała się pod prawą pachą, napięła ścięgna, spięła skórę. Stracił oparcie w prawej ręce i upadł bokiem na podłogę wylewając kieliszek na podłogę.
-Kurwa co robisz!- Ktoś krzykną. Coś poruszyło się w mroku za szybą. Noc zgęstniała. Oleista czarna maź spłynęła po szkle. Jakaś twarz Odcisnęła w niej swoje rysy...pociągłe i obłe...
-Stary!- Obudził go czyjś głos. W gardle czuł pieczenie a żołądkiem targały skurcze. Leżał na boku w kałuży swoich wymiocin. Czół żółć w nosie i na podniebieniu.
-Nic ci nie jest? Zaliczyłeś zgona i ...zarzygałeś mi dywan. Spierdalaj do domu i idź spać. Chyba jesteś chory.
 –Chory - Pomyślał, strasznie bolały go mięśnie. Wstał i poszedł wolno do łazienki. W lustrze zobaczył upiora o zapadniętych oczach i wystających kościach policzkowych z śladami żółci na brodzie. Zmył z siebie cały ten bród, zdjął brudną koszulkę i wrzucił ją do kosza i znów poczuł pulsowanie pod prawą pachą. Podniósł rękę do góry. Większość włosów wypadła nie miał co do tego żadnych wątpliwości, a całą powierzchnia którą pokrywała była obtarta, czerwone smugi krzyżowały się ze sobą tworząc coś na kształt makabrycznej wycinanki. –Jakieś zakażenie?- Wciągną szybko sweter przez głowę, założył kurtkę i zbiegł po schodach na dół słysząc po drodze śmiechy pijanych kolegów.

-Taksówka – pomyślał i zobaczył ją jak tylko wyszedł zza rogu- Wsiadł, oparł głowę o zagłówek i podał adres. Auto ruszyło powoli. Zamkną oczy i znów staną mu przed oczami ten Pedał wpisujący mu ocenę - Uśmiechną się lekko i spojrzał przed siebie. Taksówka była stara, nie zwrócił uwagi na model. Skórzana tylnia kanapa była nieprzyjemnie mięsista, okna umazane jakąś brunatno czerwona mazią i ten mdły, słodki zapach. Spojrzał w dół ale nie widział swoich stóp, za to czuł powiew tego smrodu wydobywający się z tej głębi. Ręka kierowcy powędrowała na skrzynię biegów, auto wchodziło w zakręt. Brudne szyby przesłaniały widok na zewnątrz, ale nie widział tez żadnych świateł ani latarń tylko cienie przymykające za oknem. Rozejrzał się po wnętrzu. W ciemności rozświetlanej tylko słabym czerwonym lśnieniem tablicy rozdzielczej różowa tapicerka wydawała się lekko unosić i opadać w rytm szumów dochodzących z radia. Postrzępione szmaty wystające z zagłówków zwisały luźno. Dziwne krople gromadziły się na jej rogach i skapywały na dół prosto w ciemności pod nogami. Stłoczone lusterko odbijało w swym kalejdoskopie ciemna twarz kierowcy.
-Mogę zapalić?
 Zapytał trochę za cicho sięgając do kurtki po papierosy. Kierowca milczał. Za przednią szybą widniała odcinek drogi, stanowczo za krótki jak na bezpieczna jazdę ale i kierowca nie śpieszył się zbytnio.-Przepraszam mogę zapalić?- Tym razem głośniej i bezpośrednio do niego. Cisza, ale przysiągłby że kierowca skinął lekko głową. Płomień zapalniczki rozjaśnił wnętrze. Wiszące strzępy łódzkiej skóry pokrywały sufit podpierany przez ludzkie żebra, On sam siedział na wielkim jej płacie zarzuconym na tylnie siedzenie. Półprzezroczyste w pęcherze w drzwiach nie wpuszczały światła z zewnątrz. Chciał wstać i ale nie mógł poruszyć nogami. Podłoga usłana była ludzkimi wnętrznościami...Płomień zgasł...
-Halo. Proszę pana jesteśmy na miejscu- obudził się.
 Kierowca wychylał się z fotela i otwierał mu drzwi.
-Z tamtej strony się nie otwierają, tu panu otworzę...40 złotych się należy. Serce kołatało mu niczym dzwon, wolno, rytmicznie ale z każdym uderzeniem czuł krew rozsadzającą mu cos w mózgu. Sięgną do portfela, zapłacił i wybiegł na ulicę dysząc. Kamienice znikały w mroku nocnego nieba, mogły mieć trzy, lub sto trzy piętra. Taksówka odjechała, a on jeszcze stał i chłoną zimne powietrze, wydawało się tak czyste i świeże, czerpał coraz większymi haustami chcąc pozbyć cię zalegającego mu w płucach gęsty, mdły fetor.. Coś pękło, rozdarło  się z mokrym plaskiem. Chwycił się za brzuch, spazm bólu rzucił go na kolana, podparł się rękoma i znów zwymiotował. Czarna, fusowata maź wypełniła mu usta i wytrysnęła na ulicę. Ciemność ustępuje szarości a i ta się rozjaśnia.
Krople przywróciły mu świadomość, ciepłe krople. Biały gęsty deszcz pada z nocnego nieba...tłuste krople, spływają mu po włosach, brwiach, policzkach i dostaje się do ust.
Dziwnie smakuje, słono i znajomo, ale to nie ważne. Ból w trzewiach nie ustępuje, kolejne skurcze rzucają jego słabym ciałem po ulicy. Jęk bólu dudni w czaszce, wiercąc mózg żywym ogniem.
-Dooość!! Mam tego dość!!!
Ostatni skurcz obrócił go na plecy.
-Dlaczego to się dzieje??
Teraz zdał sobie sprawę że jęk cierpienia nie dochodzi z jego głowy Otworzył oczy, chmury płonęły, czerwone płomienie tańczyły diabelski taniec na niebie spowite czarnym dymem i ten przeklęty deszcz. Wytężył wzrok, to nie chmury, to...tym razem rzygał się z obrzydzenia...niebo..., całe wijące niebo składało się z płonących ciał, żywych, splątanych ciał, krzyczących i wierzgających,  topiących się bez końca w postaci ludzkiego tłuszczu.
Poczuł lodowaty oddech na karku i martwe usta szepczące:
-JESTEŚ STRUPEM NA CIELE TEGO ŚWIATA, ALE JUŻ NIEDŁUGO....

This post was edited on 2008-06-09, 20:44 by rodhan.
Avatar
Teppic d'Villazon #2
User title: Złowrogi Tłumacz
Member since Jan 2007 · 3183 posts · Location: Półleżące
Group memberships: Animatorzy, Global Makers, Graficy, Skrybowie Mod, Użytkownicy, Zdarzeniowcy
Show profile · Link to this post
No panie... jakby obrobić to ortograficznie (klawiaturka ci "ł" chyba nie pisuje) i ogólnie odpicować na bóstwo, to możnaby nawet wysłać gdzieś ;-)
[Image: http://img510.imageshack.us/img510/5030/vincent2.gif]
Teppic[547] | Valence[5829] Jon Doe[6206] | Vlad[2392] | Burch[878] | Lord Myron[602]
[Image: http://images30.fotosik.pl/165/9d3e0c1867174e9fm.jpg]
Close Smaller – Larger + Reply to this post:
Verification code: VeriCode Please enter the word from the image into the text field below. (Type the letters only, lower case is okay.)
Smileys: :-) ;-) :-D :-p :blush: :cool: :rolleyes: :huh: :-/ <_< :-( :'( :#: :scared: 8-( :nuts: :-O
Special characters:
Go to forum
This board is powered by the Unclassified NewsBoard software, 20120620-dev, © 2003-2011 by Yves Goergen
Page created in 173.3 ms (106 ms) · 46 database queries in 5.1 ms
Current time: 2020-10-31, 12:04:00 (UTC +01:00)