Not logged in. · Lost password · Register
Page:  1  2  3 ... 33  34  35  next 

All posts by lopata (523)

topic: Komentarze i uwagi do sesji Ostatnie życzenie (kilka wiadomości dla tych co młotka pierwszy raz widzą)  in the forum: Play By Forum / Twórczość własna Dyskusje
Avatar
lopata #1
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
To dwóch graczy.... Ardo jeszcze zwerbuje i ruszymy
Mam nadzieje, że kiedyś choć jedno zadanie zostanie zrobione....
Pogadam jutro z Ardo i jak coś zamieszczam post.
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: Komentarze i uwagi do sesji Ostatnie życzenie (kilka wiadomości dla tych co młotka pierwszy raz widzą)  in the forum: Play By Forum / Twórczość własna Dyskusje
Avatar
lopata #2
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 48794
Czekam jeszcze tydzień na odpowiedź innych uczestników. Jeśli ktoś chciałby zagrać, niech się też zgłosi. Po upływie tygodnia z przykrością zamkne temat.
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: Komentarze i uwagi do sesji Ostatnie życzenie (kilka wiadomości dla tych co młotka pierwszy raz widzą)  in the forum: Play By Forum / Twórczość własna Dyskusje
Avatar
lopata #3
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 46268
Wróciłem. Wszystko co miałem załatwić w sprawach osobistych dopięte. Praca jak praca jest nadal nieodłącznym elementem szarego życia. Dlatego trzeba osłodzić je sobie jakoś. Reaktywacja sesji jest wg mnie wskazana więc. Osoby które nadal się piszą w tym projekcie proszone są o podpisanie się poniżej.
Z góry dziękuje;)
I witam ponownie wszystkich:)
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: Coś śmiesznego...  in the forum: Wanderer Game Offtopic
Avatar
lopata #4
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 47284
http://www.joemonster.org/filmy/17925/Genialny_przyrzad_do…
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: Coś śmiesznego...  in the forum: Wanderer Game Offtopic
Avatar
lopata #5
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 46735
Ja daleko nie muszę szukać. Konwent Fallouta odbywa się co roku w Stargardzie Szcz. Jutro na pięć dni jade. Zaraz po imprezie powrzucam kilka fotek(ale już w osobnym dziale). Rok temu byłem pierwszy raz, wtedy jako zwykły chłopek roztropek, ale w tym roku jade z porządną giwerą to będę szył w ludzi jak w kaczki :-D. Impreza super a ludzie w bunkrach totalnie trzymają klimat zwłaszcza przy żarówkach, które ledwo świecą. Ghulle, mutanci, reiderzy, III Rzesza i Brothers of Beer ;-D to wszystko będzie i na tym Old Townie(taką nazwę nosi impreza).
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: Coś śmiesznego...  in the forum: Wanderer Game Offtopic
Avatar
lopata #6
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 46574
http://www.zwiastunyfilmowe.net/kabaret-limo-parodia-zwias…

Konkurent Ice Age III i jeśli film jest jak zapowiedź to jest już zwycięzcą :-D (joke)
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: Komentarze i uwagi do sesji Ostatnie życzenie (kilka wiadomości dla tych co młotka pierwszy raz widzą)  in the forum: Play By Forum / Twórczość własna Dyskusje
Avatar
lopata #7
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 46163
Co do DarkEdena napisze post do poniedziałku.

Co do racji żywnościowych. Dobrze rozumujesz. Zawsze możesz te dni których nie bedziesz podróżował zjeść wcześniej, przez co racja nie będzie wystarczyć na tydzień. To od ciebie zależy jak jąsobie podzielisz. Czy będziesz jadł połowę dziennego zapotrzebowania czy podwójną część to Twoja decyzja.
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: Komentarze i uwagi do sesji Ostatnie życzenie (kilka wiadomości dla tych co młotka pierwszy raz widzą)  in the forum: Play By Forum / Twórczość własna Dyskusje
Avatar
lopata #8
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 46149
O jaaa, Dark? To w końcu dostałeś czy nie tego meila, bo nie wiem już czy wysyłać czy nie.

Co do podróży:
Tydzień trwać będzie piesza wędrówka, wozem, 3-4 dni.
Racje jednak wyglądają tak, że to co tam jest to minimum na przetrwanie dla jednego zwykłego człowieka. To bardzo ważne, bo krasnolud może zjeść 3 części tej racji na jeden posiłek a gdzie trzy posiłki w dniu?? Tu mamy sprawę prostą, jesteś człowiekiem. Niewiele(na razie) ruchu, więc i mało energii spalasz. Tak więc na podróż do stolicy "powinno" wystarczyć.
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: [PBF]Ostatnie życzenie by Łopata  in the forum: Play By Forum / Twórczość własna Przygody
Avatar
lopata #9
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 45886
Kastor

Pomimo bólu w okolicy klatki piersiowej pośpiesznie udałeś się na dół, gdzie trwały przygotowania do jak najszybszego wymarszu. Wozy przygotowane na zewnątrz, z końmi osiodłanymi oraz liczną ochotniczą strażą były przygotowywane przez dwójkę dowódców. Stali na beczkach by było ich widać nawet ze środkowej części tłumu. Ludzie byli uświadomieni zagrożeniem jakie mogło spaść na uchodźców. Karczmarz, również pakował swój dobytek, nie chcąc zostać blisko zagrożenia ani godziny dłużej. Ludzie modlili się w wielu miejscach do różnych bogów, jednak przeważały modlitwy kierowane te do Sigmara- człowieka, który został opiekunem i patronem Imperium. Przeciskając się przez tłum dotarłeś do karczmarza.
-Czy ktoś w nocy opuścił zajazd? Tak czy nie?
Gospodarz podrapał się w tył łysiejącej już w niektórych miejscach łepetynie szukając w zakamarkach pamięci wydarzenia z nocy. Było tego niewiele, zważywszy że jej połowę przespał zmęczony trudami dziennej pracy oraz kilku dniowym już przemęczeniem i czuwaniem. Nagle szpetny uśmiech wykrzywił twarz karczmarza przypominający sobie coś z ostatnich godzin.
-Taaaak, pamiętam. Był taki człowiek, podobny do Ciebie. Wyleciał jak poparzony stąd, a rano strażnicy się śmiali z jakiegoś przybysza, który zamierzał "pożyczyć" konia. Pogonili patałacha kopniakami. W dzisiejszych czasach trudno o uczciw...
Kiedy mu przerwałeś bardzo się zmartwił tym, że nie może się pochwalić swoimi umiejętnościami krasomówczymi, jednak na dźwięk słowa "zapłace" od razu zacierając ręce wyciągnął pakunek jedzenia.
-Tu są najbardziej potrzebne rzeczy do przetrwania w podrózy. Nie psują się zbyt szybko, można je ugotować w pyszne danie a także wystarczą na dziesięciodzień. Są tu...-Karczmarz rozwiązał pakunek ukazując składniki.-...wędzone, solone mięso, ser, orzeczy, owoce, kapusta i ogórki kiszone, smalec oraz spora ilość sucharów. Całość... masz szczęście skrybo... za pakunek chcę dziesięc srebrników, ale za siedemnaście mogę sprzedać ci aż dwa. Zainteresowany?
Przygotowujący się do drogi uciekinierzy bez problemu zabiorą cię na jeden z wozów. Czas umilić miała wspólna pogawędka, gra w kości lub śpiewy, ale żadna z tych rzeczy nie wyszła na dłuższą metę. Nikt nie miał o czym rozmawiać kiedy jeden tylko temat nachodził myśli, kości z racji trzęsącego się przez błotnistą drogę wozu nie doszły również do skutku, a w tragicznych chwilach nikt nie miałnastroju do śpiewów poza smutnymmi balladami. A i te szybko uciszono, nie chcąc się dodatkowo obciążać psychicznie.
Choć dzisiejsza pogoda była zupełnie odmienna, słoneczna i bezchmurna to ślady wczorajszej burzy i tak powodowały, że ludzie narzekali na na aurę wiszącą w powietrzu. Smutne czasy przyszły dla tej wioski i kto wie czy nie dla Imperium.

* * *


Gaeth

Mijały chwile, mrugnięcia okiem a czas uciekał. Wy natomiast wpatrzeni w siebie ocenialiście się nawzajem, jakbyście mieli rzucić się lada chwila do gardeł by rozszarpać przeciwnika. Drzewonogi zrobiłkrok w przód zaciskając jednocześnie pięści na stylisku broni.
-To są moi rodacy, oni mnie jako jedyni przyjeli do swych szeregów za to jaki jestem a nie jaki byłem. To oni dali mi dom a nie nędzne Imperium, które nie mogło mi nic dać poza wyzyskiwaniem mnie. Ciężko pracowałem dla tych feudałów, oddając znaczne zarobki jakie otrzymywałem. Szanowano mnie jedynie za to co potrafiłem a kiedy wyszła na jaw prawda o moim spaczeniu, wygnano. ZAPOMNIANO co zrobiłem dla nich i nazwano potworem. To ludzie są potworami za to co czynią a nie my. Czas to udowodnić. Utoczymy trucizne z tych ziem; wyssiemy ją z rany i spluniemy nią w ogień. To chcemy zrobić. Jeśli staniesz teraz mi na drodze, oznaczać to będzie, że jesteś za tym chorym systemem i będę musiał Cię zabić!

* * *


Ardo

Grupa doradców, straży przybocznej oraz kapitan stali wsłuchując się w szalony plan poświęcenia kilku jednostek. Jedni kiwali głowami rozumiejąc plan jako możliwe rozwiązanie inni stali śmiejąc się z głupty absurdalnego pomysłu. Każdy chciał coś powiedzieć kiedy to kapitan uniósł rękę uciszając tym samym ich wszystkich.
-Sytuacja jest o tyle poważna, że palisada pada w kilku miejscach już. Nie jesteśmy w stanie ich rozproszyć, nawet jeśli polegli by dowódcy, chaośnicy zachęceni upadkiem naszej jedynej osłony wpadną tu jak fala niszcząc wszystko co im się napatoczy. Mogę spróbować wysłać zwiadowców, ale mam kilka zastrzeżeń.- Kapitan kucnął przy zwłokach maga by ocenić jego wygląd i czy prezentuje się na silną personę.- Co jeśli z ukrycia nasza gruba zostanie wystrzelana nim dojedzie do lasu? Co jeśli wróg ma silnych dowódców, silniejszych niż owa dziesiątka? I ostatnie, co jeśli morale i szeregi chaosu nie padną po zabiciu sztabu? Czy przewidziałeś te czynniki? Plan jest dobry, ale niedopracowany.
Kapitan spojrzał Ci w twarz a w jego oczach można było spostrzec troskę o swoich ludzi, tych którzy zostali tu by bronić wioski. Nie. Nie bronić ale dać szanse uciec mieszkańcom. Czy dobrze zrobił poświęcając tyle osób i czy nie lepiej było by wycofywać się w całości od czasu do czasu broniąc się i zbierając nowe szeregi ochotników po drodze. Najwyraźniej to wszystko wyglądało gorzej niż kiedykolwiek miał okazję kapitan oglądać. Przestało padać a strugi wody spływały tworząc koryta oraz utrudniając przemieszczanie się w osadzie. Robiło sięteż coraz jaśniej, tak więc obrońcy wytrwali do nowego dnia. Ale czy uda im się wytrzymać jeszcze kolejne ataki? Palisada płonie i ugaszenie jej dopiero teraz zaczynaja przynosić jakieś skutki pozytywne, to jednak nie zmienia faktu, że struktura pali jest mocno nadszarpana i niewiele zwierzoludzie potrzebują by wedrzeć się do środka. A kiedy to nastąpi, nikt nie będzie brany do niewoli, nie będzie nadziei na nowe jutro. Będzie tylko rzeka krwi mieszająca się z wodą.

* * *


Firalmo

Sen był w istocie dziwny, jednak wcześniej, już kiedyś, czułeś podobną moc. Tym razem jakby ta moc przybrała po prostu inny wygląd, ukazała się w miejscu z jakichś dla siebie tylko znanych względów. To znowu dało ci odczuć, że istoty demoniczne lub boskie wykonują coś co dla zwykłych śmiertelników jest nie do ogarnięcia. Polecenia wydane przez wojownika były jasne. Kiedy dostrzegliście oboje, że jest z wami jakimś cudem w tym poza rzeczywistym świecie Kastor, istota cisnęła gromem raniąc i wyrzucając intruza z powrotem do świata materialnego. Tobie zaś dano kolejne wskazówki.
-Nie ma czasu do stracenia. Wrogowie depczą nam po piętach i w każdym momencie mogą zniweczyć nasze plany. W Altdorfie jest pewna księga, która da moc naszemu Panu do zaprowadzenia porzątku na tym świecie. Oczyści Imperium z nienawiści oraz bezmyślnego traktowania innych. Dlatego ta misja jest stosunkowo ważna. Pamiętaj, że jeśli nie ty, to będziemy szukać kogoś innego. Wybrano ciebie ponieważ widzimy w tobie potencjał i sowicie nagrodzimy za pomoc. Ruszaj. Nie trać czasu na nędzne robaki pętające się pod nogami, a będą jak glisty po deszczu z ziemi wyłazić.
Kiedy nawiedzenie minęło wróciłeś do wspólnej sali. Wszyscy spali więc chyłkiem się wydostałeś na zewnątrz. Na schodach pozwoliłeś już sobie na bieg a rozpędzony z impetem wypadłeś na chłodną noc. Ruszyłeś do wozowni myślą, że ci się poszczęści z koniem. Napotkałeś jednak trudność w postaci zamkniętej wozowni, dwóch strażników i możliwość wejścia jedynie za osobistą zgodą dowódcy. Nie pozostało nic innego jak ruszyć pieszo i liczyć na łud szczęścia. Z początku biegiem ruszyłeś rozchlapując lodowate kałuże i błoto na wszystkie strony. Szybko jednak się zacząłeś męczyć i z biegu zwolniłeś do marszu. Czas się dłużył a poprzez niewygodę traktowałeś wędrówkę jakby trwała już godzinami. Z oddali ujrzałeś łunę świata. Zbierając się w sobie ruszyłeś ponownie biegiem do prawdopodobnie wyjścia z tej beznadziejnej pieszej sytuacji. Zza zakrętu zaczął wyłaniać się obóz założony przez kupców i ich ochronę. Ci pierwsi musieli już spać, ale ich wozy były tak charakterystyczne, że nie sposób było dopisać ich do innej grupy podróżników. Co do ochrony sprawa była prosta, ci co mieli wartę w tym czasie siedzieli przy ognisku gaworząc do siebie. Najwyraźniej jeszcze cię nie dostrzegli. Oceniając odległość przyrównałeś ją do jednej trzeciej wiorsty.
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
This post was edited on 2009-06-15, 22:19 by lopata.
topic: Coś śmiesznego...  in the forum: Wanderer Game Offtopic
Avatar
lopata #10
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 45840
http://www.wykop.pl/ramka/190938/najdziwniejszy-przypadek-…
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: Wszystkiego najlepszego  in the forum: Wanderer Game Offtopic
Avatar
lopata #11
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 46038
Jeśli dobrze ogarniam temat wszystkiego najlepszego z okazji imienin Norbertowi vel Zorann.
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: Coś śmiesznego...  in the forum: Wanderer Game Offtopic
Avatar
lopata #12
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 45795
Żeby nie wyglądało to tak :-D :-D :
http://www.smog.pl/wideo/2194/trzy_slowa_dziekana/
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: To jest topic polityczny, to jest topic zakazany... (Precz!)  in the forum: Wanderer Game Offtopic
Avatar
lopata #13
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 45636
A ja żeby Wam wszystkim przypomnieć, że to nie dział omawiający lepsze lub gorsze strony demokracji oraz beznadziejności tego ustroju jaki się wytworzył w dzisiejszych czasach a COŚ ŚMIESZNEGO, nawiązując do Waszych poprzednich wypowiedzi coś w tym temacie rzuce:


http://patrz.pl/filmy/kabaret-neo-nowka-teleexpress
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
This post was edited on 2009-05-27, 20:29 by lopata.
topic: Komentarze i uwagi do sesji Ostatnie życzenie (kilka wiadomości dla tych co młotka pierwszy raz widzą)  in the forum: Play By Forum / Twórczość własna Dyskusje
Avatar
lopata #14
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 45517
Wysyłam Ci zaraz PW z tym co się działo i mam nadzieje, że sesja doczeka końca :-)
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
topic: Lopaty kilka zdań. (Śmierć przychodzi za dnia.)  in the forum: Play By Forum / Twórczość własna Twórczość własna
Avatar
lopata #15
Member since Feb 2007 · 523 posts · Location: Czy to ważne?:P
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post ID 41654
Rozdział 3
Wrogowie i przyjaciele

Bieg przez las był dość wyczerpujący i męczący jednak wiedział, że ma mało czasu na zdanie raportu i to dość pomyślnego. Podczas szaleńczego wysiłku starał się aby jak najmniej być podrapanym i wybrudzonym. W końcu piastował dość znaczące stanowisko i nie mógł sobie pozwolić na odkrycie własnej tożsamości. Nareszcie ujrzał wyrąbany i wykarczowany teren leśny na którym znajdowała się dwupoziomowa wieżyczka. Dopiero teraz pozwolił sobie na złapanie oddechu i ruszył pośpiesznie do drzwi budynku. Postanowił najpierw zapukać. Znał tożsamość mieszkańca tego kompleksu i zawdzięczał mu bardzo dużo, choćby stanowisko w osadzie na Szczurzej Górze. To był bogaty osobnik, nie wiedząc skąd ma taki majątek i dzięki temu mógł sobie wykupić wpływy gdzie tylkio chciał. Tak więc dobrze wiedział, że nie powinien sobie pozwalać na zbyt dużo z tym magiem. Musiał ponownie zapukać tym razem głośniej aby w końcu usłyszeć odpowiedź.
-Ide, ide. Kogo tam niesie?
-To ja. Przynosze Ci wieści.- Przyciszonym głosem odpowiedział tak jakby gdzieś czaił się szpieg.
-Więc gadaj co tam się dzieje.- Nadal nie otwierając drzwi gospodarz kontynuował rozmowe.
-Lotherinetrelin został wysłany na przeciwległe tereny, więc ponownie nie pokrzyżuje twoich planów.
-To dobra wiadomość.
-Ale to jeszcze nie wszystko. Grimwald nie otrzyma już żadnej pracy w osadzie.- Mówca starał się udobruchać maga aby później móc przekazać nieco gorszą wiadomość.- Wrócił też Asetor...
-CO? Kto powiadasz, że wrócił? Ten ludzki łachmyta w skórach? Łowca, który był z tymi odmieńcami, który mi się przeciwstawił?- Wzburzenie maga oraz ton wskazywał, że co najmniej nie jest zachwycony tymi wiadomościami.
-Posiada jednak rejon pełen bandytów i bardziej na północ od osady tak więc z nim będzie spokój. Tym razem nie pokrzyżuje twoich planów.
-Mało mnie to obchodzi!- Drzwi zostały otwarte gwałtownie ukazując maga z szatą poplamioną świeżą i starą krwią. W ręku trzymał sakiewkę z monetami.- Tu masz pieniądze. Ten wścibski gnój ma zdechnąć w rzece aby ryby mogły zeżreć jego truchło. Nie mogę pozwolić na to by znów wtykał nos w nie swoje sprawy. NIE MOGĘ!
-Będzie jak powiesz.- Wyciągnął rękę w stronę mieszka.
-Oby, oby.- Dopiero teraz wypuszczając sakiewkę zatrzasnął drzwi kończąc rozmowę tym samym z posłem.
Odwracając się zadowolonym ze szczodrego daru maga. Imperium już dawno przestało dobrze opłacać swoich urzędników, a tacy jak ten mag potrafili docenić usługi swoich szpiegów, gońców oraz żołnierzy. Podrzucając ciężki trzos monet szedł krokiem zwycięzcy by zaraz przypomnieć sobie o obowiązkach względem osady i ewentualnych podejrzeniach jakie mogą zostać wysnute z braku obecności urzędnika. Ruszył biegiem do ratusza.

* * *

-Ale czemu mer dziś nie przyjmuje?
-Racja, co jest?- Do poprzedniego interesanta dołączył się następny mieszkaniec.
Niewielki doradca Dumenima spoglądał bezradnie na kolejkę, która rosła z każdą chwilą. Jedni mieli pretensję, że zajęto ich miejsca targowe, inni donosili na swoich sąsiadów, byli również chętni aby nająć się do straży miejskiej, każdy miał sprawę do samego mera. Rozeźliło doradcę nie tylko brak jego zwierzchnika ale i drugiego doradcy. Obaj zniknęli w dziwnych okolicznościach. Po dwóch długich godzinach uspokajania tłumu, który rósł obaj znaleźli się w równie zagadkowy sposób. Pierwszym był Dumenim.
-Na Sigmara, ilu ludzi!- Zdyszany i ciężko łapiąc oddech podbiegł do gabinetu.- Akurat jak mi się zachciało dłużej spać musiało was się namnożyć? Otwieraj na co czekasz? Czy nie widzisz co tu się dzieje?!
Doradca szybko złapał za klucz, który już przygotowywał i szarnął za stalowy uchwyt otwierając drzwi gabinetu. W tym momencie spoza tłumu spokojnie przyszedł drugi doradca i bardzo zdziwił się widząc wzburzenie swojego kolegi z pracy. Wysłuchawszy jednym uchem a wypuszczając drugim pretensje kolegi przeszedł do tłumaczenia.
-Chyba wyraźnie ci wczoraj mówiłem, że musze dzieckiem się zająć? Trzeba było przyjść do mnie.
-To nie mogłeś przyjść i zobaczyć co tu się dzieje?
-Ty żeś zidiociał czy zamienił na rozumy z tamtym palantem?- wskazał palcem na gabinet mera.
-Dobra, gówno mnie to obchodzi. Trzeba szybko tych ludzi załatwić.
Z wielką niechęcią obaj doradcy staneli przy progu wejścia do gabinetu mera i zaczeli wypytywać interesantów w jakiej są sprawie. Przyjmowano dziś tylko te ważne. Błahe sprawy plebsu mogły poczekać.

* * *

Szmer leśnych stworzeń pięknie komponował się z cichym śpiewem Lotherinetrelina. Elf siedział przy małym obozowisku, które zrobił na czas odpoczynku przed dalszą podróżą. Pieśń była skierowana do pięknej kobiety, którą pokochał elf. Tragiczna opowieść powstała dawno temu, ale nadal wiele elfów ją śpiewało. Lotherin jednak z innego powodu przypomniał sobie o tym utworze. Nagle ptaki się zerwały nieopodal obozu a elf jakby mając przeczucie złożył pośpiesznie swoje rzeczy i wspiął się na drzewo kryjąc się wśród resztek liści. Wyciągając strzałe nałożył ją na łuk zdjęty z pleców i celował w miejsce, gdzie niedawno siedział. Gdy szmer stawał się coraz bliższy, choć dla niedołężnych ludzi nadal byłby niesłyszalny, zwiadowca wstrzymał oddech by być jak najciszej. Z kępy krzaków wyłonił się człowiek z mieczem w dłoni. Ubranie miałby solidne gdyby nie było już tak stare i w wielu miejscach poprzecierane lub podarte. Przyjrzał się pozostałościom obozowiska i kucnął sprawdzając ślady z bliska. Lotherin delikatnie zsunął się w dół celując w człowieka i kiedy mężczyzna odwrócił się w stronę lasu i zaczął podnosić palce do ust by gwizdnąć, elf wyszedł zza drzewa i półgłosem się odezwał.
-Nie robiłbym tego na twoim miejscu.
Człowiek odwrócił się i spojrzał w oczy elfowi.
-Co tutaj robisz?
-Tego samego mógłbym się ciebie zapytać człowieku?
-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.- Zdenerowany opryskliwością elfa bandyta uniósł głos.
-Podrużuje i staram się zachować odrobine ostrożności. Czy to źle?
-Nie, dopóki nie podróżujesz po naszych terenach łowieckich.
-Nie wiedziałem, że tu są czyjekolwiek tereny łowieckie, zwłaszcza, że stąd pochodze...- Elf spojrzał podejrzliwie na bandyty zastanawiając się czy uda mu się namieszać w głowie temu człowiekowi, że zamiesza się w zeznaniach.
Z lasu dało się słyszeć czyjeś naśladowywanie zwierzęcia. Człowiek niepewnie spojrzał na elfa.
-I co teraz zrobisz?
-Pozwole ci odejść jeśli zagwarantujesz mi, że mnie zostawicie, ja dodatkowo zniknę z waszego terenu "łowieckiego".
-To brzmi rozsądnie ale widzisz nasi pobratymcy nie przetrwali w tej dziczy tylko dlatego, że polegają na zwykłych sposobach ostrzeżeń. Moi kompani już idą po ciebie trawoja...
Strzała wypuszczona przez Lotherina przeszyła pierś bandyty uwalniając jego ostatni oddech na zawsze. Szybko skierował się w drugą stronę, jednak do jego uszu doszły odłosy zbliżających się przez las większej liczby ludzi. Za sobą też nie miał zbyt wielu dróg ucieczki. Był otoczony. Musiał się przebić przez zasadzkę i nie pozowlić połączyć im siły podczas łowów na niego samego. Ruszając biegiem przez las podskakiwał przez gęstrze krzaki i wystające korzenie oraz uchylał się i unikał zbyt niskich gałęzi. Obok przeleciała strzała ginąc gdzieś w lesie. Lotherin zatrzymał się i schował się za drzewem. Wyjął łuk i strzałę. Zerkając co jakiś czas chciał ustalić skąd mogli strzelać do niego bandyci. W końcu dojrzał dwóch strzelców z czego tylko jeden pozostawał na swoim miejscu. Drugi zamierzał okrążyć elfa. Lotherinetrelin wziął głęboki oddech i wychylił się zza drzewa wypuszczając strzałę. Trafił ale nie śmiertelnie. Bandyta jedynie zaklął siarczyście i od razu oddał strzał. Jednak Lotherin był już schowany za pniem wielkiego drzewa. Miał mało czasu. Widział już drugiego zbira jak dopada kryjówki, z której mógł bezpiecznie zestrzelić elfa. Kolejna próba pokonania pierwszego strzelca była skuteczniejsza choć i ta strzała nie zabiła ukrywającego się w krzakach łucznika. Pocisk utkwił w ręku uniemożliwiając naciąganie cięciwy. W samą porę aby schować się przed drugim zbirem, który zajął dogodną pozycję. Elf jednak stracił wystarczająco czasu i już słyszał nadbiegające posiłki. Musiał jak najszybciej się stąd ulotnić. Nie był przygotowany do starcia z dużą liczbą przeciwników. Zakładając łuk ponownie na plecy przygotował się do ucieczki. Kiedy ruszył z miejsca, w pogoń za nim poleciały strzały wypuszczone przez kilku nowo przybyłych bandytów. Ochroną dla Lotherina były jednak już drzewa i ukształtowanie terenu leśnego. Dobiegłszy do traktu ruszył w stronę swojego celu- osady Pięciu Wież. Tam miał zdać raport z wydarzeń w rodzinnym domu oraz poznać ich informacje na temat ruchu bandytów. Coś było nie tak w tym wszystkim. Elf miał złe przeczucie, które rzadko kiedy go myliło.

* * *

Po zakończeniu ciężkiego dnia pracy w urzędzie, doradcy weszli do Dumenina aby mógł ich odprawić do domu. Mer miał podkążone oczy od zmęczenia a głowę podpierał ręką opartąo biórko. Dla wielu tego typu praca wiązała się jedynie z przyjemnościami. W rzeczywistości mylili się. Stres, który toważyszył podczas tej pracy było wiele bardziej niszczący niż praca fizyczna w polu. Tam człop narobił się i wracał do domu aby zjeść i położyć się spać. Dumenin natomiast już nie pierwszą noc miał mieć bezsenną. Ciągłe myśli, analizy były powodem wielu zmartwień, jeśli chciało się działać dla dobra osady. Doradcy nie odważyli się odezwać, więc stali dobrą dziesiątą część obrotu klepsydry nim ten zwrócił się zmęczonym i pozbawionym emocji głosem.
-Draten, Walter. Możecie iść już do domów. Pozamykam tutaj wszystko.
Doradcy zadowoleni z odprawy wyszli zostawiając mera samgo w gabinecie. Dumenin nagle wyprostował się i zaczął na głos myśleć.
-Draten się dziś spóźnił. Jeśli dobrze usłyszałem to musiał opiekować się dzieckiem? Draten nigdy nie opiekował się swoimi dziećmi. Muszę z nim porozmawiać. Próbuje mi się wykręcić od roboty. Jak postrasze go zwolnieniem inaczej będzie mi tu śpiewał.
Poprawiając dokumenty i chowając je do szaf, omiótł wzrokiem pomieszczenie i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Nie wiedział że w urzędzie jest ktoś jeszcze, ktoś kto go obserwuje.

* * *

-Idziesz na piwo?
-Dzięki ale nie. Musze gonić pomóc żonie.- Draten pożegnałsię z kolegą z pracy i udał, że rusza w stronę swojego domu. Kiedy ten zniknął za rogiem uliczki, wrócił się do urzędu.
Otworzył cicho drzwi i wślizgnął się do środka równie cicho zamykając je za sobą. Gdyby pozostawił je otwarte nie zciągnąłby na siebie żadnych podejrzeń. Przecież nie raz już zdarzyło im się tych drzwi nie przymknąć za sobą i tym razem skończyło by się pewnie na reprymendzie. Jednak wolał uniknąć niepotrzebnych pretensji mera. Skradał się w stronę schodów i schował się pod nimi. Brak zapalonych kaganków sprawiło, że pod schodami było totalnie ciemno. Dosłyszał mruczenie Dumenina. Nie mogąc rozróżnić słów skupił się na okryciu jeszcze szczelniej swojej osoby przed niepożądanymi spojrzeniami. Słyszał wyraźnie jak jego pracodawca sprząta swoje biuro i wychodzi ze swojego gabinetu. Kiedy znalazł się w polu widzenia Dratena był już przy samym wyjściu. Zamykając za sobą drzwi, zostawił doradcę samego w pustym ratuszu. Chwilę jeszcze siedział pod schodami upewniając się czy mer nie wróci się po coś co mógłby zapomnieć. Gdy nic takiego nie nastąpiło wyszedł i ruszył do gabinetu Dumenina. Zaczął przeglądać dokumenty, odkładając niepotrzebne z poworotem na swoje miejsce, poprawiając je jeszcze po kilka razy dla pewności, że nic nie będzie leżało inaczej niż tak jak zostawił je mer. Siedząc w ratuszu do północy przeglądałdokumenty i odkładał je na miejsce, znowu szkał i znowu odkładał. Nie potrzebował światła świec ani pochodni. Miał wrodzony talent, który niewielu ludzi posiadało. Korzystając nawet z najmniejszych pokładów światła mógł widzieć w ciemności. Tracąc pomału nadzieję na znalezienie tego czego szuka walnął pięścią w blat biórka.
-Ten idiota pewnie zabrał dokumenty do siebie.- Obrucił się jeszcze ostatni raz w koło i wzrok nagle zatrzymał na podłodze, gdzie ujrzał ślad od przesuwanego mebla. Podszedł do komody i odsuwając ją dostrzegł wnękę w ścianie nie większą niż ludzka głowa. Ostrożnie zbadał otwór szukając pułapek lub alarmów. Kiedy nic takiego nie znalazł wsunął ręke i wyjął rulon papierów. Rozwijając je, przekartkował plik i uśmiechnął się do siebie. Siadając pośpiesznie za biórkiem zaczął robić kopie na pergaminach, które miał pod pachą. Kiedy skończył jeszcze była noc, ale do wschodu nie zostało zbyt dużo czasu. Chowając wszystko na swoje miejsce, poszedł na górę i zeskoczył na dół przez okno. Oddalając się od ratusza był zadowolony z nocnych łowów.
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Same plusy...a minusy to też plusy;)
Close Smaller – Larger + Reply to this post:
Special characters:
Page:  1  2  3 ... 33  34  35  next 
Special queries
Go to forum
This board is powered by the Unclassified NewsBoard software, 20120620-dev, © 2003-2011 by Yves Goergen
Page created in 460.3 ms (400.3 ms) · 158 database queries in 87.9 ms
Current time: 2020-10-31, 11:53:50 (UTC +01:00)