News from Idarionis world - text mmorpg

20.9.1312 Problem z trollami

Przybyłe do Utreed trolle okazały się bardzo wymagającym przeciwnikiem. Aby zapobiec zniszczeniu miasta w przypadku gdyby niepokonane postanowiły zostać trochę dłużej w naszej stolicy, władze wzywają wszystkich wędrowców aby połączyli swoje siły i pokazali im drogę do domu. Każda postać z nowych dwuosobowych drużyn, które pokonają drużynę trolli otrzyma nagrodę-niespodziankę o jeden stopień mocniejszą niż wynikającą z ilości wygranych walk w turnieju.

Z dodatkowych informacji spływających z Arena, wygląda, że spóźnialskie Nagi stawiają mocny opór części wędrowców, choć wiadomo też, że poniosły one sromotną porażkę w nieoficjalnym pojedynku z Minotaurami dzisiejszego ranka.

Aktualne wyniki walk można znalezć tutaj:
http://idarionis.com/for...?req=thread&postid=84105

19.9.1312 Drużyny turnieju - Fala mrozu

Teleporty w dzisiejszych czasach to jedne z najbardziej skomplikowanych urządzeń z jakimi każdy wędowiec od czasu do czasu się styka. Budowa każdego teleportu rozpoczyna się od miesięcy ciężkiej pracy kowali, ślusarzy oraz najprzedniejszych inżynierów krasnoludzkich. Następny etap to wcale nie mniej pracochłonny okres przystosowania, w którym wykonuje sie cały szereg testów oraz kalibracji. Pomyślność całego projektu często zależy od szczegółów, bo nawet najmniejsze nieodpowiednie wygięcie czy zadrapanie kopuły teleportującej może być tragiczne w skutkach. Z tych też przyczyn nowych teleportów już się prawie nie buduje, a prawdziwych mistrzów w tej dziedzinie można policzyć na wszystkich czterech palcach goblina zielonego.
Wodne królestwo Aguaren z czasów swej świetność zachowało jeden właśnie taki teleport. Słysząc o wyzwaniu jakie Kathanorn rzuciło światu Najwyższa Rada zdecydowała o wystawieniu dwójki wojowników, których równorzędnym do zaznaczenia swojej pozycji w Idarionis celem jest dokładne rozpoznanie postępu myśli technicznej Kathanorn o jakim słyszy się w tak dalekich krainach jak ich wodny świat. Aby nie męczyć zbytnio podróżą wojowniczej dwójki postanowiono wykorzystać nieużywany od lat teleport, który miał przenieść Nagi Maena i Lunaris prosto na turniej do Utreed. Siła uaktywowanego teleportu miała dokonać tego w kilka sekund, lecz wyładowanie atmosferyczne nieszczęśliwie trafiające w tym samym momencie w podstawę teleportu spowodowało niewielkie tymczasowe zaburzenie całego skomplikowanego procesu. Na szczęście, istniejące mechanizmy zabezpieczające nie zawiodły, a rezultatem całego zdarzenia była tylko zmiana miejsca docelowego. Takim to sposobem Maena oraz Lunaris znalazły się w Zak-Hum, a do Utreed wolały już pójść pieszo, ryzykując spotkania z niczego nie spodziewającymi się mieszkańcami Kathanorn oraz spóźnieniem na turniej. Walczące więc dwoma mieczami Nagi starały nie zwracać na siebie zbytnio uwagi unikając twardych traktów i w miarę możliwości korzystając z mokrych możliwości podróży, co jednak odbiło się mocno na czasie dotarcia na turniej.

Co by jednak nie było, to na turniej dotarła jeszcze jedna nowa drużyna i organizatorzy szybko poprawili listę drużyn aby się dostosować do spóźnialskich. Za Kathanorn!

19.9.1312 Drużyny turnieju - Władcy wulkanów

I tak oto turniej trwa w najlepsze. Przybysze z egzotycznych, odległych krain rzucili wyzwanie bohaterom Kathanorn i dostali to, czego chcieli... i znacznie więcej.
Sprytne gnomy i przebiegłe gobliny rychło przekonały się, że na weteranów ze słynnych gildii potrzeba czegoś więcej, niż paru strzał, czy kilku sztuczek magicznych.
Obrzydliwi szczuroludzie już w pierwszych dniach turnieju musiały pożałować, że postanowiły wyściubić swe spiczaste nosy ponad ziemię, podobnie jak oślizłe jaszczury pożałowały, że opuściły swoje bagniska.
Dziwaczne błotniaki okazały się dla wyzwanych równie wielkim utrapieniem, co byle szczury, a bezwzględny, krasnoludzko-elfi duet Łowców, choć groźny, znalazł swoich pogromców raczej prędzej, niż później.
Ani kolorowe, radosne półelfy, ani nawet poważne i szybkie elfy cienia nie sprostały siłom wędrowców, którzy zebrali się w Utreed, by bronić honoru krainy.
Wielkie, śmierdzące orki nie po raz pierwszy zostały upokorzone, a potężne minotaury po raz kolejny musiały ugiąć się pod naporem odważnych bohaterów.

Wyglądało na to, że słynne na całe Idarionis Kathanorn ze swoimi elitarnymi gildiami, zamiast zostać w swej pysze przywołane do porządku, jeszcze pewniejszym głosem będzie obwieszczać waleczność swoich herosów. A jednak, wynik turnieju mógł zostać odwrócony. A przyczyna owego odwrócenia miała być taka sama, jak główna przyczyna wszelkich zmian - przypadek.

Oto za odległymi Monterrą i Jordello, daleko na południowym zachodzie, znajdują się dwa wygasłe wulkany. Fakt ten od dziesięcioleci, a może nawet od stuleci niepokoił tajemniczych Władców Ognia - nie mających nazwy we wspólnym języku eterycznych istot, wedle legend powołujących do życia żywiołaki ognia, czy też tworzące magmowe golemy. Przypadek, jako się rzekło, chciał, by coś w tej sprawie ruszyło właśnie teraz, podczas trwania turnieju. Czynne wulkany w Górach Starczych, hen na północnym wschodzie, daleko za Ozd i Czudrą, w okolicach portalu, nie były miejscem przyjaznym. Nie dla ludzi, elfów, czy krasnoludów. Ale co innego trolle. Wielkie, pozbawione wyższych form inteligencji potwory przez stulecia przystosowały się do niewyobrażalnie wysokich temperatur. Za swe legowiska wybrały z czasem pola usiane gejzerami, których suche, cuchnące siarką podmuchy w jednej chwili spopieliłyby każdego, kto byłby na tyle głupi, by podejść zbyt blisko. Uwiły swe leże w wulkanicznych jaskiniach, których ściany nadal spływały rozżarzoną do białości przechodzącej w szkarłat skałą. Z czasem ich permanentnie zwęglona skóra przybrała czarny kolor, a natura w swej przewrotności upstrzyła ją karmazynowymi pęknięciami o kształtach błyskawic, niby młodego jelonka białymi cętkami, pozwalającymi tym zwykle leniwym stworom zwinąć się w kłębek w rogu tętniącej ogniem jamy i z powodzeniem udawać kolejną bryłę stygnącej magmy. Będąc w ruchu, skóra trolli, nazwanych później magmowymi, zdawała się pulsować różnymi odcieniami czerwieni, w rytm uderzeń czarnego serca, tworząc efekt równie piękny, co przerażający.

Chwilowo podwyższona aktywność portalu sprawiła, że Władcy Ognia ponownie przebudzili się ze swego letargu. Wybuch jednego z wulkanów wstrząsnął okolicą, kiedy z krateru poczęły wychodzić ulepione z lawy golemy. Gdyby tajemniczy kreatorzy tych golemów byli zdolni odczuwać emocje, ich zdumienie byłoby bezgraniczne. Oto istoty w których żyłach płynęła najprawdziwsza krew gołymi rekami odparły atak ognistego żywiołu, który niespodziewanie pojawił się w okolicach wulkanicznej jaskini. Władcom Ognia nie zajęło dużo czasu pojęcie, jak wielka szansa przed nimi stoi. Wcześniej magmowe golemy zastygały, gdy na zbyt długi okres czasu oddaliły się od wulkanu, który był dla nich źródłem ciepła, lub portalu, którego magia potrafiła to ciepło zastąpić. Teraz jednak pojawiły się trolle magmowe, nie dość, że potężniejsze od pomniejszych, bezmózgich golemów, to jeszcze nie były tak ograniczone. Jeszcze tego samego dnia umysły dwójki największych przedstawicieli jednego z najpotężniejszych trollowych klanów zostały oświecone mocą tajemniczych istot, których jedynym celem istnienia było podpalenie całego świata. Trolle niezwłoczne ruszyły w kierunku dawno wygasłych wulkanów. W swych rozognionych pięściach posiadały moc ognia, zdolną obudzić drzemiące w ziemi siły, by ponownie przebudzić od dawna niezdolne nawet do wydawania pomruków wulkany, daleko na południowym zachodnie. Ich zdolność pojmowania znacznie przekraczała w tym momencie większość orków, co czyniło je tym groźniejszymi. Nikt nie ośmielił się zatrzymać dwóch maszerujących traktem płonących gór. Trolle maszerowały nieprzerwanie dzień i noc, toteż plotki nie zdołały ich wyprzedzić na tyle, by ich zjawienie nie było zaskoczeniem. Jednak nawet w Utreed nikt nie stanął im na drodze. Wszyscy myśleli, że zmierzają na turniej. I wtedy, zupełnym przypadkiem, wzmożona moc portalu zaczęła słabnąć. Ostatnimi światłymi myślami magmowych trolli były polecenia Władców Ognia. Nie przebudzać wulkanów w swoich miejscach. Stworzyć nowe. Tutaj. W stolicy. W Utreed. Spalić Kathanorn. Wzniecić ogień w samym centrum. Arena. Centrum Utreed.

Trolle wkroczyły bez zapowiedzi na arenę. Ich pięści uderzyły zgodnie w piach, lecz było za późno. Drzemiący gdzieś głęboko pod miastem ognisty ocean nie został wzburzony i magmowe tsunami nie zalało stolicy. Morze lawy nie pokryło Kathanorn. Słabnąca moc portalu wypchnęła Władców Ognia z Idarionis, ponownie zmuszając ich do letargu. Nikt nigdy nie miał się dowiedzieć, jak niewiele brakowało.

Płonące pięści trolli przygasły. Wszyscy byli pewni, że jest to element spektaklu i nikomu nie przyszło do głowy, co się właściwie dzieje. Jedynie lekko skonfundowane trolle wiedziały, że coś jest nie w porządku. Nie miały pojęcia, gdzie są, ale intuicyjnie rozumiały, że rzucono im wyzwanie. Oto pierwsza dwójka chętnych weszła na arenę. Nikt nie zawracał sobie głowy formalizacją pojedynku. Na arenie pojawiła się para tajemniczych istot - zatem walczmy z nimi. Na śmierć i życie. Na chwałę Kathanorn i ziem przyległych!

14.9.1312 14 września 1312 Rozpoczęcie turnieju drużynowego

Tak oto nadszedł dzień rozpoczęcia turnieju! Reprezentanci odległych krain zebrali się już w Utreed, gdzie oczekują wyzwań od śmiałków z Kathanorn. Wieść niesie, że chętnych do potyczki nie brakuje, zatem jest czego wyglądać!
Złożone z nietypowych osobników drużyny gości wszakże nie tracą przez to rezonu, wręcz przeciwnie - zdają się być usatysfakcjonowane faktem, że Kathanorńczycy tak ochoczo rzucili się na przedmioty, jakie ci specjalnie w tym celu ze sobą przynieśli. Przed gospodarzami turnieju nielichy orzech do zgryzienia, bo od wyników walk zależeć wszakże będzie ich honor i reputacja, która to ściągnęła przedziwnych gości.
Po ulicach daje się słyszeć szemrania, jakoby faworytami miała być dwójka potężnych orków, czemu nie ośmieli się sprzeciwić nikt, kto miał okazję zobaczyć ich górujące ponad tłumem gapiów sylwetki. Choć i tajemniczym elfom cienia z odległego Ozd też wielu nie odmawia tego tytułu, rokując im wielką szansę na upokorzenie śmiałków z Kathanorn.
Niechaj tędy turniej się zaczyna! Za tydzień, w piątek 21-go września przekonamy się, kto miał rację.

13.9.1312 Drużyny turnieju - Wirujące topory

Mimo, że do tej pory obyło się bez większych spięć pomiędzy drużynami w Utreed, pewne sprawy nie potoczyły się po myśli wszystkich przybywających. Jak się okazało, stołeczne karczmy nie do końca były przygotowane na gusta przybyszów z tak dalekich i egzotycznych krain. Minotaury Torath oraz Bilori były bardzo zniesmaczone, że w tak cywilizowanym miejscu podaje się potrawy jak udziec barani czy co gorsza bigos na świńskim ryju, ale wygląda na to, że pochłanianie w olbrzymich ilościach specjalności karczmy czyli kaczora w rodzynkach zdecydowanie nie służy ich żołądkom. Od dwóch dni nie wychodzą z ich pokoju, ale wiadomo już dziś, że w turnieju na pewno wystąpią. Rozpoczęta niedawno kuracja specyfikiem bazującym na trunku żołądkowym o słodkim smaku, choć nazywającym się całkiem jakby na odwrót, przynosi zaskakujące efekty, choć można się domyślać, że podczas całego turnieju będą pod jego mocnym wpływem. W jaki sposób to zdarzenie wpłynie na ich wyniki trudno teraz przewidzieć, ale po głośnych okrzykach i śpiewach można stwierdzić, że łatwo nie oddadzą pola nikomu.
A początek turnieju już jutro, 14-go Września 1312 roku.

12.9.1312 Drużyny turnieju - Wilki wojny

W przedostatnim dniu poprzedzającym turniej przybyły też do stolicy gnomy. Widać dobrze, że mieszkańcy nie dażą ich sympatią ani podziwem, tędy wolały jak najmniej czasu tu spędzić. Małe, paskudne karły z haczykowatymi nosami. Ślepka ruchliwe i wyłupiaste szukały wokół, co by tu zwędzić. Jeno ich łyse głowy jeszcze większym obrzydzeniem napawały przechodniów. Aż dziw bierze, że to wojownicy i stanąć mają w szranki z cywilizowanymi rasami. Można ich nie lubić, ale lekceważyć nie wolno, bo gdy wyszły z karczmy w pełnym rynsztunku, gdy zbroje i hełmy przywdziały cokolwiek inaczej na nich zerkano. Nabrały ludziska respektu widząc jak szybkie strzały wypuszcza łowca, trenując za gospodą, a wojownik siecze mieczem niewidzialnego przeciwnika. Może i dla naszych weteranów to żaden przeciwnik, ale już dla młodszych kolegów wyzwanie nie lada. Zwłaszcza, że na turniej ściągnęła elita.

12.9.1312 Drużyny turnieju - Mokra spółka

Cały czas staram się być jak najbliżej wydarzeń w mieście, by przybliżyć wam wszystkich naszych zacnych gości. Tym razem jednak udać się musiałem na wieś. Zaniepokojeni chłopi zgłosili pojawienie się dziwnych kopców na polach. Słyszałem też pogłoski, jakoby ktoś tam wrócił do domu w strasznym stanie. Choć inni mówili, że imć kowal to pijaczyna i pewnie gdzie zabalował. Tak, czy inaczej sprawdzić musiałem. Sianokosy w pełni, to i wszędzie pełno chłopów uwijających się przy pracy. Kręciłem się wśród nich, aż wreszcie pokazano mi miejsce, z ów tajemniczymi kopcami. Stałem wśród tych kilku wzgórków, zastanawiając się właściwie, co ja tu robię, aż stopy zatapiać mi się poczęły od tego stania w bezruchu zapewne. Jakież było moje zdziwienie, gdy ów błoto sunąć mi po nogach poczęło. Na nic się zdały podskoki i szarpanie. Błoto oblepiło mnie po samą szyję. I gdy uznałem, że koniec mój bliski, odstąpiło. Nie zdążyłem jeszcze dojść do siebie, a przed oczami stanęło mi, albo raczej uformowało się, coś na kształt postaci ubranej w płaszcz, tyle że całej z błota właśnie. Po chwili kolejna i kolejna. Zadziwiające, ale to coś trzymało w lepkich łapach błotnisty kij. Czyżby kolejni uczestnicy turnieju? Natychmiast pobiegłem do miasta sprawdzić zapisy. Uch, ale powiem wam szczerze. Już chyba wolę gobliny niż te dziwadła.

Redakcja

11.9.1312 Drużyny turnieju - Mroczni pasterze

Dwu jech było, psubratów sziszkojadów, panie władzo, dwu jeno!

Tak rozpoczęło się zeznanie jednego z ocalałych członków hulajpartii, która grasowała na starym trakcie prowadzącym ze Studom do ruin Medwe. Podkreślamy słowo grasowała, gdyż grupa owa została rozbita przez - jak powiedział już opryszek - dwóch elfów.

- Wojownik i mag to byli, ale skąd my mogli wiedzieć, że to nie zwykłe elfy? Z Medwe szli, na szaro ubrani, to my myśleli, że wędrowcy jacyś zbłądzili, a że tylko para, to byśmy pieniądze zabrali i jeszcze drogę do Studom wskazali! Toć każdy wie, że zgubionemu wskazówka i kęs jedzenia więcej warte jak srebro i złoto, my im chcieli pomóc, a oni nam tak odpłacili!
- Tak było, prawdę rzecze! Wyszli my zza pagórka i mówimy, będzie tak i tak, albo kości porachujem, to jeden w śmiech, drugi tylko miecz wyciągnął. No to tylko ramionami wzruszyli i poszli na nich, a co się potem działo.. Ehh...
- Jak frigi jakieś sie te sziszkojady ruszali, co my strzelali, to ten śmiejący laską machnie i żadna ni trafi, i razi nas, jeden po drugim padali! A ten drugi to taką miał kolczugę, że ino jakby nasze miecze nigdy nie ostrzone! Nawet się bardzo nie uchylał, tylko chlastał!
- To te owe elfy cienia, teraz my wiemy, że to dwa najbitniejsze z nich, co to na turniej się wybrały Utreedzki, i to nie z Medwe, a z samego Ozd! Tu by oddział wojska nie pomógł, a co dopiero my... Tak pani, z nim żartów ni ma, ciężkie to będzie dla naszych gierojów, by im w boju pola nie ustąpić, ale kto wie.

Nic dodać nic ująć, turniej zapowiada się coraz ciekawiej!

11.9.1312 Drużyny turnieju - Płonące strzały

Taki turniej międzyrasowy to jednak świetna rozrywka. Dziś do miasta dotarł wóz zapakowany trupą halflingów-półelfów. Ubrani w kolorowe stroje opanowali miasto i zarażali każdego swym radosnym śmiechem. Czego tam nie było... Połykacze ognia, tancerze, treserzy zwierząt, akrobaci. Wprost oczu oderwać nie szło od tej ferii barw, jaką ten iście intrygujący korowód roztaczał. Niewysokie półelfy, zdawały się wprost stworzone do zabawy i harców. I gdy sądziłem, że to jeno dla uświetnienia wydarzenia zjawiły się te wesołe istotki, dostrzegłem na wozie parę, która nijak nie wkomponowywała się w korowód. Dwie łuczniczki, bo taką zdajsie profesją ów para się parała, obserwowały jeno bacznie otoczenie. Ich lekkie zbroje nie tak kolorowe, jak przebierańców sprawiały jednak wrażenie służących bardziej ozdobie, niż walce. A jednak! Gdy tylko dojechali na rynek główny jedna z nich poszła zapisać je jako uczestników. Oj, bardzo jestem ciekaw jak też poradzą sobie w walce stworzone do zgoła innego celu istotki.

Redakcja

10.9.1312 Drużyny turnieju - Pełnia księżyca

Turniej coraz bliżej, a my jako redakcja, ponieważ chcemy być najlepiej poinformowani, udaliśmy się do tutejszej karczmy wybadać nastroje wśród gości jak i mieszkańców stolicy panujące. Nasz wysłannik jeszcze progu tego zacnego przybytku nie przekroczył, a już chciał uciekać. Wszędzie kręciły się małe, skrzekliwe stworzonka i nosiły a to bele tkanin, a to insze dzbanki, czy pościele. Wszystko ociekające od złota, aż patrzeć ciężko było. Zręczny skryba już chciał dopytać, co i zacz, ale napatoczył się Hodgar. Korzystając więc z okazji nasz pismak zaczepił właściciela, a wierny opis rozmowy przytoczyć się staramy poniżej.

- Co się tu dzieje, zacny gospodarzu. Wystrój izb zmieniacie, kierując się nowymi gustami?
- No chyba was kto łopatą w łeb zdzielił. A, może moja karczma wymaga jakiego remontu?
- No, nie. To co tu się dzieje?
- Gobliny! - Skwitował krótko.
- Przyjechały ze dwie klepsydry temu wozem i przywiezły to wszystko. Ponoć ich rasa nie będzie mieszkać w zwykłym pomieszczeniu. Psia ich mać. Ledwie od ziemi odrosły, a wybrzydzają jak paniska jakie. - Marudził pod nosem.
- Na ścianach tkaniny powieszać będą, okna przysłaniać, zdobić na swoją modłę. Pierzyny, miski, wszytko przywiezły poczwary. Niby, że te ich wojownicy to jeno w złocie siedzą, bo im inaczej spada jaka tam charyzma, cholera. Co miałem zrobić? Król kazał gościć to się zgodziłem.
- Znaczy, że to dla jednej z drużyn? Ale, skoro tacy delikatni to muszą być słabi?
- Taaaa to chodź, popatrzysz jak trenują.

Faktycznie, za gospodą para goblinów przechadzała się po ugorze. Oba stwory sięgałyby, może wzrostem ludzkiemu wojownikowi do pasa. Postrzępione wielkie uszyska, sterczały na boki, a pyszczki niby przyjemne, wąskie, zadziorne. Skóra porowata, gdzieniegdzie przechodziła z brudno zielonego w brunatny. Jeden widać specjalizował się w walce, bo przy pasie nosił zakrzywiony miecz, drugi to jakby magiczny się zdawał. Obaj w zdobnych, złotych strojach jak dziewki na bal. Ten jednak kto śmiać by się chciał, niech szybko ten pomysł porzuci. Gdy ten wojownik wyciągnął swój miecz, gdy wywijać nim zaczął robiąc w powietrzu wręcz niemożliwe akrobacyje, to już nie miałem skojarzeń z kobietą. Takie to małe, a tyle szumu zrobiło. Widać ich nogi inaczej zbudowane niż ludzkie, skoro tak wysoko wybić się potrafił. Drugi, zaś spokojny i zamyślony. Wsparty na kosturze, jeno medytował. Już miałem wracać, ale nim się odwróciłem ujrzałem rzecz niebywałą. Nad jego głową pojawiły się dwa dziwne kontury. Ni to duchy, ni insze cienie. Jakby ów szaman właśnie ochronę pobratymców zyskał i te dwa przywołane zjawiska pomóc mu w walce miały. Oj będzie ciekawie. Poszedłem stamtąd pożegnawszy Hodgara grzecznie, by jak najszybciej wam wieści przekazać.

Redakcja